Nie ma jednej Rosji – zaglądając w okna sąsiadowi

Opowieści o tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą zdają się nie mieć końca. Ostatecznie, któż z nas nie słyszał o prawdziwych czy wydumanych czynach na jakie porywają się Rosjanie? Dziś jednak chcę zaprezentować książkę, która podchodzi do tego bardziej na poważnie, ukazując prawdziwych ludzi i prawdziwe historie. Jak wszędzie, ludziom wiedzie się rozmaicie, jednak wydaje się, że aż tak głębokich różnic w poziomie życia nie spotka się nigdzie. Niewątpliwą zaletą tej książki jest to, że pokazuje życie różnych ludzi. Bogatych i biednych, zajmujących się zwyczajnymi sprawami, jak i całkiem niezwykłymi, jak na przykład prowadzenie pociągu moskiewskiego metra. Jak się okazuje, w tym kraju nic nie jest takie, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Czytając książkę „Nie ma jednej Rosji” odnosi się wrażenie, że to kraj pełen sprzeczności, zupełnie inny niż w naszych o nim wyobrażeniach. Komu z nas przyszło by bowiem do głowy, że może tam istnieć sekta czcząca Putina jak jakieś bóstwo, którą prowadzi kobieta uważająca, że potrafi porozumieć się z nim telepatycznie? Dla nas ten człowiek jest jednoznacznie zły, dla mieszkańców Rosji – przeciwnie. To jednak nie wszystko. Z jednej strony widzimy w tym kraju zapadłe wsie, w których brakuje najbardziej podstawowych rzeczy, jak kanalizacja czy prąd. Z drugiej istnieją miejscowości wykonane na pokaz, takie, do których przyjeżdżają wielkie osobistości. Oczywiście na taką okoliczność należy przygotować wszystko tak, aby wydawało się, że ludzie na prowincji wiodą życie na tak wysokim poziomie jak ci w miastach. A wydawać by się mogło, że to u nas politycy żyją w oderwaniu od rzeczywistości…

Dodaj komentarz