Niech żyje Polska. Hura! cz.2

I tak oto dotarliśmy do części drugiej tej jubileuszowej antologii. Powiem szczerze, że czuję się trochę jak konferansjer w Opolu. Dzisiaj, dla odmiany, zacznę od kobiecej strony tej książki, która, póki co, stoi na zdecydowanie lepszym poziomie niż w części pierwszej. Na początek spróbujemy „Utulić zło” wraz z Katarzyną Anną Urbanowicz. Miłego czytania!

Katarzyna Anna Urbanowicz „Utulić zło”

To opowiadanie, to historia pewnej dziewczynki pokazana oczami innych ludzi. Od samego początku dziecko postrzegane było jako potwór, coś nienaturalnego; w gruncie rzeczy ta dziewczyna w ogóle nie powinna była żyć. Ale żyje. I na dodatek ma pewną niezwykłą właściwość, lecz do tego dotrzemy w stosownym czasie. Na razie jednak wędrujemy do miasteczka wraz z wiekową czarownicą, w której właśnie obudziło się przekonanie, że dziś nastał ten dzień, w którym dowie się jaką misję ma do spełnienia na ziemi. Z nie do końca zrozumiałych, nawet dla niej samej, powodów przygarnia tę biedną dziewczynę, którą niemal wciska jej w ręce przypadkowa kobieta. Wiedźma zabiera małą ze sobą z powrotem do swojej chaty, a tam… Tam zaczynają się dziać dziwne rzeczy, niepojęte rzeczy. Dziewczyna za pomocą snów zsyłanych na swoją tymczasową opiekunkę pokazuje jej, kim i czym w istocie rzeczy jest i jaka jest jej historia. Lecz nie tylko to zsyła na czarownicę. Przez to dziecko biedna kobieta zaczyna robić dziwne rzeczy. Pytanie tylko, dokąd je to zaprowadzi?

Jacek Piekara „Jak ja was […] nienawidzę”

Jakie jest ulubione zajęcie Polaków? Oczywiście narzekanie. Najlepiej na obecną władzę. I po wypiciu słusznej racji napojów wysokoprocentowych. Co jednak jeśli jest się wyjątkowym człowiekiem i nagle okazuje się, że wystarczy tylko bardzo chcieć i można załatwić znienawidzonego prezydenta Olka na odległość… Niby fajnie, gorzej jednak, że supertajna komórka ochraniająca rząd chce mieć nas w swoich szeregach i nie cofnie się przed niczym. Choć i to ma swoje dobre strony, wystarczy tylko wiedzieć jak je wykorzystać.

Joanna Kułakowska „Goście z pokoju obok”

Tym razem odwiedzimy psychiatryk. Nie będzie to jednak taka zwykła wizyta, bowiem Paweł, choć zdiagnozowano u niego chorobę psychiczną, nie wydaje się być takim zwykłym pacjentem. Gdzieś pod skórą czai się uczucie, że to wcale nie są zwidy, lecz szczera prawda i nawet jest żal tego biednego chłopaka, kiedy przeżywa się z nim jego lęki. Smutno „patrzeć” jak się męczy. Nie jest to jednak jedyny wątek i to właśnie wprowadza zamęt i jednocześnie przyciąga do tego opowiadania. Jedna jego część jest zupełnie integralna z następną itd. To w jakimś sensie pomaga zrozumieć i jednocześnie wprowadza zamęt. A na koniec czeka nas rozwiązanie zagadki postawionej na początku. Osobiście uważam, że jedno z lepszych w obu częściach antologii.

Andrzej Pilipiuk „Bunt szewców”

Przybysz z alternatywnego świata trafia do znanej nam wszystkim doskonale Polski. I co mówi? Że pieniądze leżą tu na ulicy, wystarczy się tylko po nie schylić. Powiem szczerze, że dość dziwne padają tu sformułowania, zwłaszcza odwołując się do naszych współczesnych „bezrobotnych” realiów. Ale przejdźmy do sedna. W tym „innym” świecie trwa wojna i od tych, którzy uciekli na Ziemię Kłamców zależy powodzenie lub niepowodzenie broniących się rzemieślników. Wraz z kilkoma towarzyszami poszukują oni ostatniego z nich, który pozwoli im powrócić do prawidłowego wymiaru. Zamiast tego jednak natrafiają na ślad ukochanej i jej siostry. W pewnym sensie to takie, przynajmniej jak dla mnie, przedstawienie alternatywnej wizji II wojny światowej. W nawet dość ciekawej formie.

Łukasz Wiśniewski „Poganiacz Osłów”

Kolejne opowiadanie z cyklu „co by było gdyby…” Tym razem autor serwuje nam wizję Polski, która połączona jest z czymś na kształt państwa kościelnego. Bardzo dobrze strzeżonym państwem kościelnym. A jednak okazuje się, że nawet najlepsze zabezpieczenia nie są w stanie ochronić ich przed siejącą zniszczenie ręką Boga. Która, jak przystało na nowoczesne czasy, wykorzystuje nowoczesne metody walki z herezją. Jakie? Przekonajcie się sami.

Tomasz Bohiński „Cudowny wynalazek pana Bella”

Czy można zakochać się w głosie? Cóż, najwyraźniej autor tego opowiadania uznał, że, owszem, jak najbardziej można i postanowił to udowodnić na przykładzie. Ale tu pojawia się drugie pytanie: mianowicie jak to się dzieje, że można połączyć się z numerem, który od dawna już jest nieaktualny? Takich zagadek w tym opowiadaniu znajdziemy więcej, dużo więcej. Niemniej jednak trzeba przyznać, że nie tylko jest zajmujące i czyta się je z przyjemnością, to jeszcze zostało napisane w szczytnym celu. Także nam nie pozostaje nic, jak tylko rozkoszować się lekturą.

Jerzy Rzymowski „Lustro dla niewidzialnego człowieka”

Żywy (martwy?) dowód na to, w jaki sposób korporacje wysysają z ludzi życie. Może się tak zdarzyć, że kiedy pobijecie lustro, przyjdzie do was Niewidzialny Człowiek. To taka trochę postać-legenda, bowiem jeśli nie ma na sobie żadnych ubrań, to go nie zobaczymy (brzmi logicznie). Zapytacie jednak, po co ma do nas przychodzić? Otóż zbiera on kawałki różnych luster, aby zbudować z nich obraz siebie, lustro, które przywróci mu wygląd. Pytanie jednak, czy to, co zobaczy w nim będzie odpowiadało jego wyobrażeniom o samym sobie, których nabrał przez te wszystkie lata poszukiwań.

Krzysztof Kochański „Centuriańskie bomby”
Czasem, gdy przydarzy nam się coś niespodziewanego, myślimy sobie, jakimi to szczęściarzami jesteśmy. Ile jednak trzeba mieć szczęścia, by podczas nalotu bombowego stać akurat w tym jednym konkretnym miejscu, do którego nie dosięgnęła żadna z trzech bomb? Z drugiej strony jednak, to nic przyjemnego patrzeć jak inni ludzie po prostu znikają, starzeją się jakby upłynęły setki tysięcy lat, a nie zaledwie kilka minut. Dobrze, że chociaż jeszcze uchował się ten prosiak, przynajmniej jest z kim pogadać i ruszyć w dalszą drogę, w poszukiwaniu wody. Czy jednak prosiak to tylko prosiak? Może kryje się w nim coś więcej, kto wie…

Artur Szrejter „Schamballach”
To coś jak „Skarb narodów” w polskiej wersji językowej. Są ci dobrzy i ci źli, i każdy chce dotrzeć do skarbu przed drugim. Chociaż każdy w innym celu. Jedni szukają tam szczęścia, spełnienia marzeń (jakkolwiek tandetnie to brzmi), inni zaś zniszczenia i tryumfu zła za wszelką cenę. I jedni i drudzy są jak najbardziej zdeterminowani, żeby swój cel osiągnąć. Kim są? Dwaj z nich to Polacy, z czego jeden, jak wynika z opowieści, już nie żyje. Drugi jest… hmm… to dość skomplikowana sprawa, by powiedzieć kim jest Paweł. Natomiast ci drudzy to demony? upiory? maszyny? Nie wiadomo. Tak, jak nie wiadomo, dla kogo pracują. Grunt, że są piekielnie skuteczni. Zapomniałabym jeszcze o trzecim uczestniku tej wyprawy, niemieckim oficerze, który by zobaczyć to, czego pragnie zdecydował się na dość ryzykowny krok.

I, na wielki finał, najlepsze w obu zbiorach opowiadanie:

Piotr Schmidtke „Prawa Ręka Marzenia”
Ojciec Maćka, głównego bohatera, został wykorzystany i zabity przez jednego z najgroźniejszych snopijców, jacy przybyli do naszego świata. Logicznym więc jest, że chłopak chce pomścić swego rodziciela. I po części siebie chyba także, lecz to osobna historia. Kiedy więc zadzwonił do niego jego obecny pracodawca z chęcią przyjął jego ofertę i został łowcą. I to zlecenie nie miało się różnić w niczym od innych. Stało się jednak inaczej, jak to zwykle w takich razach bywa, i nasz Maciek trafił właśnie na owego Mistrza, który wyrządził mu tak wiele krzywd. Jak się wkrótce okaże, nie tylko to będzie dla chłopaka całkowitym zaskoczeniem. To spotkanie i ta walka zmieni go na dobre. I to w całkiem dosłownym sensie.

Tak więc teraz, kiedy dotarliśmy już na sam koniec końców wypadałoby zrobić jakieś małe podsumowanie. Na moje oko, pierwsze co się rzuca to to, że poziom znacznie rośnie w części drugiej. Choć obie miały swoje wzloty i upadki, to jednak zdecydowanie bardziej podoba mi się ta druga. Konkurs na najlepsze opowiadanie zdecydowanie i jednogłośnie wygrywa „Prawa Ręka Marzenia”. Takiego debiutu mógłby sobie życzyć każdy. I może właśnie dlatego, że autor jest debiutantem postarał się bardziej od swoich starszych i bardziej znanych kolegów. A efekt jest wprost wyśmienity. Dawno nie czytałam tak dobrego, pomimo delikatnych niedociągnięć, tekstu fantastycznego. Wspaniała jest nie tylko sama fabuła, lecz także sposób w jaki autor snuje swoją opowieść. To coś nowego, prawdziwy powiew świeżości; przy tym opowiadaniu czujemy się jak na kolejce górskiej. Inne zasługujące na wyróżnienie opowiadania to: „Utulić zło”, „Goście z pokoju obok” i nieco inna „Wilczyca”. Reszta? Co kto lubi. Mnie najbardziej podobały się te. W każdym razie, antologia „Niech żyje Polska. Hura!” godna jest jak najbardziej polecenia, przede wszystkim dlatego, że dzięki swojej różnorodności ma do zaoferowania dla każdego coś innego.

Dodaj komentarz