Niech żyje Polska. Hura! cz.1

„Niech żyje Polska. Hura!” to dwa tomy opowiadań jednych z najlepszych twórców polskiej fantastyki. Słowem wstępu chcę zaznaczyć, że opowiadania w tym oto wpisie pojawiać się będą w kolejności raczej losowej, a nie takiej, jak są umieszczone w spisie treści, ponieważ będą dodawane w kolejności czytania (w miarę dodawania kolejnych opowiadań wpis będzie aktualizowany). I za to właśnie kocham takie antologie. Nie dość, że zbierają w jednym miejscu to, co lubię w polskiej literaturze najbardziej, czyli naszą rodzimą fantastykę, lecz jeszcze można je czytać w dowolnej kolejności. Tak więc zapraszam do wspólnego rozkoszowania się tym dziełem, a zaczniemy od zawierającej wątki historyczne „Wilczycy” Jacka Komudy.

Jacek Komuda „Wilczyca”

To opowiadanie jednego z bardziej znanych polskich literatów parających się tworzeniem fantastyki jest do tak zwanego szpiku kości polskie. Znajdujemy się właśnie pod drzwiami karczmy Żyda Jankiela. Razem z okolicznymi chłopami na jego prośbę czaimy się, by przyłożyć w łeb panu Białoskórskiemu, o którym powiadają, że to sam diabeł. Dlaczego? Ano dlatego, że to łotr, zbrodniarz i infamis. A tak serio, to dają za niego (żywego!) dwa tysiączki czerwońców. Jak widać warto zaryzykować. Na nieszczęście (czy też szczęście) do karczmy wpadają ludzie mający własne porachunki ze szlachcicem. Mają pecha i wszyscy kończą swój żywot niedługo po wkroczeniu do tubylczego miejsca spotkań. Kołtun, przewodzący chłopom w „akcji”, widzi w tym swoją szansę, bowiem bałamutnik także został raniony. Walnąwszy go obuchem w głowę skutecznie unieruchomił na jakiś czas. Tu jednak zaczynają się schody, bowiem Białoskórski jest co prawda unieruchomiony, jednak trzeba go jeszcze jakoś odtransportować do najbliższego przedstawiciela władzy. A do tego jakoś nikomu nie śpieszno… Zgłasza się jednak młodziutki szaraczek, niejaki panicz Janusz Gintowt, herbu Leliwa. W tej sytuacji chłopy nie mają wyjścia: ktoś musi z nim jechać, by dopilnować odbioru rzeczonej nagrody. Jak się później okazuje, nie każdy jest tym, za kogo się podaje i ta wyprawa może się skończyć zupełnie inaczej niż mogłoby się wydawać.

Tomasz Kołodziejczak „Piękna i graf”

Znów jesteśmy w Polsce, a konkretniej na zachodniej rubieży. Jednak prezentowany świat bardziej przypomina ten wykreowany przez Tolkiena, niż kraj jaki znamy dzisiaj. Jednak do rzeczy. W jednej z wsi złapano soggotha, który jeszcze do niedawna był jednym z nich. Ludzie mają szczęście, bo pomaga im geograf, który właśnie powrócił zza Horyzontu. Podejmuje on się odwiezienia stwora do Korniejewa, jednej z przygranicznych stanic. Tam Kajetan spotyka dość niezwykłą grupę elfów – kobietę o potężnej mocy eskortowaną przez czterech mężczyzn. Wszyscy oni są ubrani w białe szaty ozdobione bardzo potężnymi magicznymi runami. Wkrótce po jego przybyciu obóz atakuje grupa czarnych. Wtedy też geograf schodzi do najlepiej strzeżonego bunkra i widzi tam, jak przepiękna ubrana na biało elfka torturuje potężnego grafa. Nie są to jednak zwykłe tortury, bowiem kobieta przesyła mentalnie potworowi całą czułość i miłość jaką go obdarza. Po zobaczeniu tego niezwykłego zjawiska geograf-podróżnik postanawia natychmiast wyruszyć z zebranymi przez siebie materiałami do Warszawy. I choć odmawia prośbie dowódcy elfów, by poczekać na konwój, którym będzie podróżować elfi kat, to jednak wkrótce okaże się, że przeznaczenie dosięgnie go szybciej niż się tego spodziewa.

Iwona Żółtowska „Serengeti”

To jedno z najkrótszych (jeśli nie najkrótsze) opowiadanie ze zbioru „Niech żyje Polska. Hura!”. I zdecydowanie najdziwniejsze, choć pod każdym względem ciężko jest je zaklasyfikować. Tu znów odnajdujemy tak charakterystyczne dla Polaków zachowania, pewne wątki, niemal cytaty. A jednocześnie autorka wprowadza powiew egzotyki wysyłając swoich bohaterów na wycieczkę do Afryki. Tam dzieją się dziwne rzeczy. Jednak z drugiej strony biorąc pod uwagę sytuację pomiędzy małżonkami rozgrywające się wydarzenia przestają dziwić. Dlatego właśnie tego opowiadania nie sposób zaszufladkować. Jest krótkie, acz wciągające. I bardzo nietuzinkowe. Zastanawia, choć niektórym może wydać się nieciekawe, czy wręcz nudne. Ja jednak myślę, że „Serengeti” to jedno z lepszych opowiadań z tej antologii, które kryje sobie drugie dno i każdy ma prawo odkryć je na własną rękę.

Jarosław Grzędowicz „Farewell Blues”

Piotr mieszka w Tym Kraju. Podróżował wiele, żył w kilku różnych miejscach. Teraz jednak czeka w swym żywcem wyjętym ze slamsów pokoju na to, by polecieć w gwiazdy. Jego decyzja jest nieodwołalna. Postanowił, że nie ma na Ziemi miejsca dla niego, w którym mógłby po prostu żyć. Tak więc dobrze się złożyło, że przybyli Obcy, a niemowlęta przemówiły i zapobiegliwy kuzyn Rysio-szycha załatwił mu bilet na lot do Nowej Ziemi. Taka jest historia Piotra i jego pożegnalny Blues. Warto jednak udać się za Gunnarem (nie tylko by podglądać śliczną jak marzenie dziewczynę!), bowiem to, co wydaje się być nowym rajem, może okazać się gorszym piekłem niż to stare.

Mirosława Sędzikowska „Sprawa rodzinna”

Wyobraźcie sobie rozmowę głuchego z niewidomym. I to zapisaną na papierze! Z tym, że albo jesteście głusi albo niewidomi (co kto lubi), więc dociera do was jedynie to, co wy mówicie. Tak właśnie wygląda to opowiadanie o dwojgu dzieci, które mają baaardzo złych rodziców. Oczywiście nie byli tacy od początku. To się stało dopiero wtedy, gdy wrócili na Ziemię. Ale co takiego konkretnie się stało, oprócz tego, że rzeczeni rodzice przemienili się w potwory, niestety się nie dowiadujemy. Ale, ale! Jakież to otwiera możliwości interpretacyjne; nie wspominając już o tym, że nasza wyobraźnie względem przeszłych bądź przyszłych wydarzeń, a także kwestii wypowiadanych przez rodziców (tudzież wydawanych przez nich dźwięków) może szaleć do woli. Życzę przyjemnego i twórczego czytania.

Marcin Baryłka „Projekt Marszałek”

Jak się okazuje, kiedy da się polskiemu twórcy fantastyki za temat Polskę, powstają nieograniczone możliwości wyczerpania tego tematu. Łącznie z przywróceniem do życia, w formie elektronicznego awatara, marszałka Piłsudskiego. Kiedy Wojtek wraz z kolegą z pracy rozpoczyna pracę nad nowym projektem, który przejęli od niedawno upadłej firmy jeszcze nie ma pojęcia, co go może spotkać. Program okazuje się być niezwykle skomplikowany i napisany w zupełnie odmienny od powszechnie używanego. Mało tego awatar jest nie tylko sztuczną postacią: to prawdziwa osoba, odtworzona na podstawie informacji genetycznej. Dwaj informatycy szybko przekonują się, że w parze z „niezwykłym” chodzi „niebezpieczny”.

Jacek Drewnowski „Brulion”

Praca cenzora łatwa nie jest, to jasne jak słońce. Szczególnie, kiedy trzeba pracować dzień po święcie, a wiadomo jak to jest ‚dzień święty święcić’… To daje nadzieję, że brulion pewnej małej dziewczynki nie zostanie wykorzystany jako niepodważalny dowód na wywrotową działalność jej ojca. Tym bardziej, że opisane tam są zupełnie zwykłe problemy wieku jeszcze, bądź co bądź, dziecięcego. Tylko, że te problemy i zapiski to spojrzenie z perspektywy dziecka na historię Polski, a konkretniej na pewną grudniową noc, podczas której zmieniło się bardzo wiele.

Feliks Kres „Zabity”

Umrzeć to jednak straszna rzecz, a co dopiero kiedy jest się ateistą. Na domiar złego jakiś nadgorliwy anioł zamiast spokojnie dać nam przejść do błogiej nicości chciał wciągnąć nas do nieba. I weź się tu człowieku nie zdenerwuj. Przez pewnego anioła człowiek, którego zabito, gdy wracał z żoną wieczorem do domu, utknął w czymś w rodzaju czyśćca. Nie żyje, lecz nie trafił w żadne konkretne miejsce. Nadal tkwi w tym samym miejscu, w którym dokonał żywota i ma tylko jedno marzenie. W końcu po jakimś czasie przyjeżdża do niego na rozmowę sam Bóg. Jednak chyba nawet On nie jest w stanie przekonać niewierzącego, by poszedł za nim.

Jan Atmański „Czas życia”

Chcesz posłuchać niezwykłej historii? To usiądź sobie wygodnie obok tego przestraszonego mężczyzny. On dużo wie i najwyraźniej chce nam coś powiedzieć. Ale nie przerywaj mu, gdy będzie mówił o ścigających go androidach, nawet jeśli wyda ci się to nieprawdopodobne. A może ty też jesteś od nich? Przyznaj się! Ten program wydłużania życia zaszedł wam za skórę, bo byłoby mniej pieniędzy dla was na rozkradanie. No dobrze, dajmy temu spokój, lepiej posłuchajmy co ma nam do powiedzenia ten człowiek, przez własną ambicję doprowadzony do rozpaczy i zmuszony do ucieczki. A miało być tak pięknie…

Michał Studniarek „Czas nie czeka na nikogo”

Są takie miejsca, do których powraca się z nostalgią. Po niektórych zostały już niestety tylko wspomnienia, więc możemy odwiedzać je tylko w wyobraźni. Co jednak, jeśli okaże się, że trafimy na osobę potrafiącą pokazać nam coś, co wydaje się niemożliwe? Przy okazji poszukiwań niebanalnego prezentu wnuczek trafia do starego bibliofila. Ten proponuje mu wycieczkę do tego miejsca, którego zdjęć poszukiwał. Problem w tym, że te kamienice zostały zburzone wiele lat temu. A jednak… A jednak czas lubi płatać figle i raz na jakiś czas zdarza się, że to co niemożliwe okazuje się jak najzupełniej możliwe.

I tak oto dotarliśmy wspólnymi siłami do końca pierwszego tomu antologii „Niech żyje Polska. Hura!”. Zapraszam do kontynuowania wycieczki po krainie magii w jej polskiej odsłonie. Pierwsze opowiadania z drugiego tomu już wkrótce!

Dodaj komentarz