Nora Roberts „Książę i artystka” – miłość łącząca światy

Eve Hamilton, wbrew mylnym stereotypom, nie jest typową córką bogaczy. Wręcz przeciwnie – stara się udowodnić wszystkim w swoim otoczeniu, że ciężka praca połączona z intelektem i odpowiednim wykorzystaniem własnych umiejętności to podstawa jej zawodowego sukcesu. Kobieta, która od zawsze marzyła, by być aktorką szybko przekonała się, że brak jej niezbędnego do wykonywania tego zawodu talentu. Postanowiła wykorzystać więc to, czego nauczyła się przez lata edukacji na wysokim poziomie. Oraz swój własny intelekt. Zamiast aktorką jest więc teraz producentką teatralną, a jej teatr zaczyna odnosić coraz większe sukcesy. Poprzez koneksje jej siostry, wieść o teatrze Eve dociera również do księstwa Cordiny. Sam Aleksander de Cordina prosi ją o gościnne występy w niewielkim księstwie. Eve zdaje sobie sprawę z tego, że przyjęcie tego zlecenia stanowi idealną okazję do zaprezentowania jej teatru przed możnymi tego świata. Czy jednak powinna podejmować to wyzwanie? Wie, że jej pracownicy spiszą się jak najlepiej, pytanie jednak czy ona sama zdoła pracować na najwyższym poziomie tak blisko niezwykle przystojnego, ale też zamkniętego w sobie i zimnego następcy tronu…

Całkiem niedawno miałam przyjemność recenzowania książki „Księżniczka i tajny agent” (recenzja do wglądu tutaj: http://zapach-ksiazek.pl/nora-roberts-ksiezniczka-i-tajny-agent-odnalezc-swoja-przeszlosc/). Bardzo się więc ucieszyłam, gdy okazało się, że ukazała się już druga część z serii. Tym razem śledzimy losy najstarszego brata Brie poznanej w poprzedniej powieści oraz młodszej siostry jej najlepszej przyjaciółki. Tych dwoje spotyka się po raz pierwszy od lata po to, aby omówić warunki kontraktu, jaki następca tronu Cordiny proponuje Eve oraz jej teatrowi. Od pierwszych chwil widać wyraźnie, że tych dwoje bardzo chciałoby wyjść poza oficjalne ramy obowiązujące ich ze względu na biznesowy charakter spotkania. Cóż z tego jednak, kiedy obydwoje zdają się również uważać, że absolutnie nie jest to możliwe. Eve nie może znieść sztywnej i niezwykle oficjalnej postawy księcia, on natomiast uważa, że fascynującą go kobietę łączą bardziej zażyłe stosunki z jego własnym bratem. Zdrada rodziny nie wchodzi w rachubę, lepiej jest więc trzymać piękną Eve na bezpieczny dystans jego zwykłego książęcego zachowania. Okazuje się jednak, że nie jest to aż tak proste, kiedy przychodzi im pracować wspólnie nad projektem teatralnym, który był przedmiotem podpisanego przez obie strony kontraktu. Również niebezpieczeństwo grożące rodzine de Cordina, w które uwikłana zostaje także Eve, zdaje się mieć wpływ na postrzeganie pewnych rzeczy przez tych dwoje.

Podobnie jak w „Księżniczce i tajnym agencie”, tak i tutaj udaje się autorce stworzyć niezwykły nastrój baśni. I muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba. Nawet pomimo tego, że ta powieść jest jedną z wielu utrzymanych w podobnym stylu, to jednak właśnie ten wykreowany świat sprawia, że czytanie jej jest tak wielką przyjemnością. Powrót do księstwa Cordiny był jak ponowna wizyta w jednym z ulubionych miejsc zapamiętanych z dzieciństwa. Choć minęło kilka lat od wydarzeń rozgrywających się w części pierwszej – a Brie i Reeve dorobili się małych rozrabiaków – to jednak wciąż jest to ta sama bajkowa Cordina. Miejsce rządzone przez być może surowych, ale również kochających cały sercem, ludzi. Nie zmieniły się również przepiękne krajobrazy tego państewka położonego w niezwykle malowniczym zakątku Ziemi. Co również wpłynęło na moją pozytywną ocenę tej powieści to dwójka jej głównych bohaterów. Tych dwoje nie mogłoby chyba być bardziej od siebie różnych, a jednak widać wyraźnie, że ich przeznaczeniem jest w końcu być razem.

Bardzo lubię takie właśnie romantyczne historie i powieści Nory Roberts nie są tutaj żadnym wyjątkiem. Dodatkowo, ta konkretna książka trafiła w moje ręce w bardzo odpowiednim momencie. Długie jesienne, prawie już zimowe, wieczory spędzane pod ciepłym kocem i z kubkiem słodzonej miodem herbaty wprawiają mnie w nieco nostalgiczno-romantyczny nastrój. Tak też właśnie określiłabym tę powieść: jako bardzo romantyczną historię z delikatną nutką nostalgii. Czytanie jej sprawiło mi ogromną przyjemność ze względu na styl, jakim posługuje się autorka. Sama nie do końca rozumiem, co takiego sprawia, że właśnie książki Nory Roberts czyta mi się aż tak dobrze, niemniej jednak tak właśnie jest. Tym razem była to przyjemność podwójna, ponieważ miałam również okazję powrócić do Cordiny. Jako, że czas akurat sprzyja obdarowywaniu bliskich, muszę powiedzieć, że „Książę i artystka” będzie pozycją idealną zarówno dla miłośniczki Nory Roberts, jaki i romansów w ogóle. To powieści wpisująca się w generalny schemat swojego gatunku, a jednak zachowująca przy tym swoją własną i niepowtarzalną magię. Polecam z całego serca zarówno ją, jak poprzedni tom „Księżniczka i tajny agent”. Warto poświęcić im chwilę by odkryć drzwi do tajemniczej krainy, z której nie będzie się chciało wracać.

  • Fabuła
  • Kreacje postaci
  • Język
3.8

Podsumowując:

Druga część bajkowej serii zdecydowanie nie zawodzi.

Dodaj komentarz