Ogród Afrodyty – nie wszystko złoto, co się świeci

Wzięłam tę książkę głównie ze względu na to, że chciałam się dowiedzieć czegoś ciekawego o Zofii hrabinie Potockiej. Na okładce dość interesująco przedstawiony był ogólny zarys książki, że opowiadać ma ona o bujny życiu tejże kobiety. I tutaj mogę zwalić winę tylko i wyłącznie na moje niedbalstwo. Nie chciało mi się mianowicie zajrzeć do środka i poczytać co na temat swojej książki i jej głównej bohaterki ma do powiedzenia autorka. Cóż… Dorabianie na siłę historii w taki sposób w jaki zrobiła to pani Ewa Stachniak wydaje mi się nie tylko niesmaczne, ale i niezdrowe. Z każdego punktu widzenia.

Od samego początku jest to historia dość, hmm… Słowo „tragiczna” jest jednak zbyt duże, żeby go tutaj użyć. Raczej nieszczęśliwa. Bo moim zdaniem Zofia ogólnie byłą osobą, której zbyt dużo dobre w życiu nie spotkało. Nie miała zbyt wielkiego szczęścia do mężczyzn, być może to przez czasy, w jakich przyszło jej żyć. Niemniej jednak bycie nadworną prostytutką, bo tak ją chyba najbardziej trafnie można określić nie wzbudza we mnie poczucia, że oto jest kobieta spełniona, której życie usłane było różami. A tak za wszelką cenę, chce nam przedstawić tę historię autorka. Owszem, może i jej przeżycia były ciekawe, bulwersujące, ale czy to jest właśnie szczęście? Moim zdaniem zdecydowanie nie.

Tym co mi się podobało w książce, było elementy historii przedstawione w zupełnie inny sposób, niż zazwyczaj się to robi. Nawet w tym fragmencie widać, że jest to bardzo kobieca książka, więc wszystkie wątki w konsekwencji są przedstawiane właśnie w taki a nie inny sposób. Nie powiem, książkę może i warto przeczytać, chociażby ze względu na barwne przygody tej „wspaniałej Greczynki”, niemniej jednak dobrze jest podejść do całej tej historii z dużym dystansem.

Dodaj komentarz