Okularnik – pół na pół

Po lekturze „Pochłaniacza” rzuciłam się na drugą część z wielki zapałem. Który zgasł mniej więcej w jednej trzeciej książki. W pewnym momencie autorka odpłynęła w sobie tylko wiadome miejsce i… W tym miejscu właściwie książka mogłaby się skończyć. Pomimo, że z technicznego punktu widzenia nadal nie mogę powiedzieć złego słowa, to jednak fabuła po prostu się rozjechała. Nie bardzo wiem, jaki pomysł przyświecał tej książce i jestem szczerze rozczarowana jako czytelnik, tym co dostałam do ręki. Tym bardziej, że miałam pełne prawo oczekiwać czegoś lepszego. I to znacznie lepszego. Myślę, że nawet nie to, że autorka opisywała swoje rodzinne tereny było problemem. To wynikało raczej z tego, że ta książka zamiast być kryminałem zamieniła się raczej w zwykłą, rozmemłaną powieść. A to już bardzo źle. Wielowątkowość jest jednak raczej plusem, pokazuje mnóstwo różnych punktów widzenia, przez co książka nabiera głębi, a także dostajemy pełne tło historyczne miejsca, w którym dzieje się akcja. A jest ono niezwykle ciekawe.

W sumie nawet ciężko mi jest określić jednym słowem ten twór, w który zmieniło się coś, co miało być szansę kolejnym świetnym kryminałem. A to z tego względu, że znajdziemy tam dosłownie wszystko. Wymieszane, pokręcone i czasem w ogóle do siebie nie pasujące. Autorka starając się ocieplić nieco wizerunek głównej bohaterki wprowadziła wątek romantyczny, ale jest on tak kulawy, że nie wiem nawet co o nim w zasadzie powiedzieć. Że go nie ma? Że jest? Nie wiadomo. Ale to jeszcze nic! Jedna z bohaterek, które pojawiają się specjalnie na potrzeby „Okularnika” okazuje się być współczesną wersją Elżbiety Batory. Serio pani Katarzyno? Spa oferujące odmładzające „kąpiele” w krwi? Kogoś zdecydowanie poniosła tutaj wyobraźnia. Moim zdaniem to był ostateczny gwóźdź do trumny, dopełniający mojego rozczarowania.

Jest to trzecia książka Katarzyny Bondy, którą miałam okazję czytać. Oprócz „Pochłaniacza” były to „Polskie morderczynie”. Na podstawie tych lektur wyrobiłam sobie obraz Katarzyny Bondy jako twardo stąpającej po ziemi autorki, która odwala wielką pracę w przygotowaniu się do każdego dzieła i dbającej o każdy najmniejszy szczegół. A tu co? Jakaś totalna kpina z czytelników. Nie mam pojęcia co tam się stało, ale wcale mi się to nie podoba. Cała ta historia z mercedesem okularnikiem niby się przewija przez całą książkę, ale zepchnięta na dalszy plan. Otrzymujemy bardzo dużo pytań, ale żadnych odpowiedzi. Jak na tak obszerną książkę zdawało by się, że to aż niemożliwe, ale jednak. Po tym rozczarowaniu jakie przeżyłam czytając „Okularnika” porządnie się zastanowię czy sięgnąć po trzecią część, kiedy się w końcu ukaże.

Dodaj komentarz