Okup krwi – krawiec w tarapatach

O czym jest ta książka?

Herbert Kruk prowadzi zwykłe, spokojne życie krawca z podwarszawskiej wsi. Pomimo pewnego oddalenia od wielkiego miasta, nie narzeka ani na brak rozrywek ani na samotność. Niestety, jego spokój zostaje zakłócony: w niewyjaśnionych jak dotąd okolicznościach zaginęła jego ukochana, Melania, a jemu samemu składa wizytę nietypowy gość z równie nieoczekiwaną propozycją. Herbert, wiedziony niepokojem o swą wybrankę, postanawia wykonać powierzone mu zadanie. Najpierw jednak musi dostać się do Warszawy, co, jak się wkrótce okaże, nie jest wcale takie proste.

Są takie książki, a w nich takie postaci, których po prostu się nie zapomina. Tak właśnie jest z książką „Okup krwi” i głównym jej bohaterem, Herbertem. To jest po prostu coś niesamowitego, jak gładko i elegancko autor wprowadza nas w swój świat. Jak powoli odkrywa przed nami jego tajemnice. Ani się obejrzałam, a już wsiąkłam, dosłownie!, w porywające przygody tego niezwykłego mistrza igły i nitki spod Warszawy. Przez kilka godzin śledziłam z zapartym tchem, od czasu do czasu tylko nabierając powietrza, by wybuchnąć śmiechem, co też będzie się działo dalej. I nawet pomimo wyraźnie zarysowanej fabuły, o której doskonale wiedziałam, że kiedyś doprowadzi mnie do bardziej lub mniej szczęśliwego końca, to jednak kiedy już nadszedł ogarnął mnie smutek. Z rodzaju takiego, który odczuwamy w momencie pożegnania ze szczególnie bliską nam osobą. Bo tak właśnie było: na te kilka godzin lektury Herbert Kruk wyszedł z ram mojego czytnika i stał się osobowością, która istniała. W moim umyśle, w wyobraźni, ale jednak istniała. Czuję się w tym momencie nieco jak pacjent domu bez klamek, ale, cytując klasyka, mówię, jak jest.

Mogę sobie do woli rozpaczać, że przygoda moja z Herbertem skończyła się tak szybko, niemniej jednak jest to wina wyłącznie tego, że za szybko czytam. Pod tym akurat względem niczego autorowi zarzucić nie mogę, ponieważ wykazał się na prawdę wielkim wyczuciem w kwestii budowania fabuły i prowadzenia swojego bohatera poprzez kolejne wydarzenia. Nie jest to powieść ani zbyt długa, a więc nie nudna, nie kończy się także w niespodziewanym dla czytelnika momencie. Szczerze mówiąc, nieczęsto spotykam się z tak idealnym, wycyzelowanym objętościowo pisarstwem. Z moich obserwacji wynika bowiem, że autorzy parający się fantastyką mają raczej tendencję do rozciągania swoich książek, w których nie zawierają jednakże większej treści merytorycznej. I będę dziękować losowi(a także wydawnictwu), za to, że pozwolił mi zetknąć się z czymś tak dobrym. Dla osoby takiej jak ja, która czyta dużo, by nie rzec bardzo dużo, takie perełki są nieocenionymi skarbami, które trzeba pielęgnować i którymi trzeba się dzielić z innymi. Mogę śmiało powiedzieć, że poleciłabym tę książkę wszystkim. Zarówno fanom fantastyki, jak i tym, którzy za nią nie przepadają. A także i tym, którzy w ogólności czytać nie lubią. Niech się przekonają jak wiele tracą.

Wracając jednak do samej książki nie sposób jest po prostu nie wspomnieć o samym Herbercie. Jest to postaci o tyle ciekawa, co też i nietypowa. Muszę przyznać, że spotykałam się już z różnymi magami, czarodziejami i wiedźminami. Jednak o krawcu, który okazał się być biegły także w magii jeszcze nie zdarzyło mi się słyszeć. Niemniej nie to czyni go tak wyjątkowym. Nie tylko to. Po prostu główna postaci z „Okupu krwi” ma w sobie to coś, o czym wszyscy doskonale wiedzą, ale nikt nie umie tego ubrać w słowa. Jego trzeba po prostu poznać, w wyobraźni zobaczyć, jak czaruje wykorzystując przedmioty codziennego użytku, jak chociażby bilety komunikacji miejskiej. To zdecydowanie czarodziej na miarę naszych czasów, taki, który mógłby mieszkać obok nas w bloku i wyglądać jak przeciętny sąsiad. Żadnych lochów czy piwnic z wiszącymi pod sufitem wypchanymi zwierzakami. Żadnego brudu i pajęczyn. I chyba to jest w nim tak pociągające, że pomimo wszystkich swoich niezwykłych talentów nadal pozostaje jednym z nas. A inteligencja i humor tylko dodają mu uroku.

Dodaj komentarz