Order – kłopotów ciąg dalszy

O czym jest ta książka?

Magia w mieście stołecznym Warszawa została przebudzona po wielu latach braku jakiejkolwiek aktywności. Ma to oczywiście swoje dobre strony, jak na przykład fakt, że Herbert może teraz bez problemu zajmować mieszkanie zmarłego ojca. Przeprowadzka, śmierć bliskich, nowa, metalowa ręka i nowe zdolności zajmują naszego krawca w znacznym stopniu, jednak nie jest mu dane zaznać spokoju. Wraz z przebudzeniem się mocy, w stolicy zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a najbardziej niepokojącą z nich jest zniknięcie niezwykle ważnego artefaktu, który ma za zadanie chronić miasto i jego mieszkańców. Kruk poproszony o pomoc zgadza się odnaleźć zgubę, choć nie jest chyba do końca przekonany o konieczności niektórych działań. Szybko jednak przekonuje się, że nie będzie to tak prosta sprawa, jak mu się na początku wydawało.

Czasem odnoszę wrażenie, że kontynuacje powieści sprawiają autorom wielki problem. Najpierw trzeba na nie długo czekać, a kiedy już się w końcu pojawią pozostawiają w czytelnikach niesmak spowodowany najzwyczajniejszym w świecie rozczarowaniem. Pierwsza część była świetna, potem bierzemy się za drugą i nagle okazuje się, że nie jest nawet w części tak dobra jak poprzedniczka. Można się nieźle naciąć i mnie także przydarzyło się to kilka razy w życiu. Dziś jednak chcę opowiedzieć o książce, która, choć druga w kolejności, nie tylko nie rozczarowuje, ale wręcz oczarowuje czytelnika swoją doskonałością. Tudzież prawie doskonałością, bo podobno ideały istnieją tylko na kartach książek. Skoro więc muszę się do czegoś przyczepić, to powiem, że powieść zdecydowanie mogłaby być dłuższa. Ciągnąć się w nieskończoność. Przy takim warsztacie literackim to aż marnotrawstwo talentu, pisać książki, które kończą się tak szybko. Muszę przyznać, że jestem pod na prawdę wielkim wrażeniem talentu Marcina Jamiołkowskiego. Pewnie już to gdzieś kiedyś mówiłam, na przykład przy okazji poprzedniej recenzji, ale pochwał nigdy za wiele. Tym bardziej, że są bardziej niż zasłużone w tym przypadku.

Jedną z wielu rzeczy, które mi się bardzo podobały w kontynuacji „Okupu krwi”, że autor poszedł dalej ze swoją opowieścią, jednocześnie nawiązując w minimalny sposób do poprzedniej części i tworząc coś zupełnie nowego. Nie wiem jak lepiej to wyjaśnić, chyba najprościej będzie powiedzieć, że skonstruował to w sposób podobny do serialu: obejrzeliśmy jeden odcinek i w następnym widzimy dalsze losy bohaterów. I nawet jeśli przeszłość ma wpływ na to, co dzieje się teraz nie roztrząsamy jej niepotrzebnie. Coś takiego na prawdę warto docenić. Dla tych, którzy nie czytali części pierwszej mam radę, żeby jednak przeczytać ją zanim sięgniecie po „Order”. Mając w pamięci poprzednią część o wiele łatwiej jest zrozumieć wszystko, co dzieje się wokół Herberta Kruka. Powieści się nie powielają, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że są ze sobą tak mocno związane, że jednak bez drugiej niewiele znaczy. A już kroi się trzecia. Nie mogę się doczekać, aby przekonać się, co było dalej.

W tej książce na prawdę podoba mi się wszystko. Poczynając od warsztatu literackiego autora, o którym było padło parę słów już wcześniej, a na fabule kończąc. To jest jednak z tych książek, które kończą się dość niespodziewanie, a jednak czytelnik nie ma wrażenia, że został pozostawiony na pastwę swojej wyobraźni z niedopowiedzianymi wątkami lub sprawami, które nie dają mu spokojnie spać po nocach. Jest takim miniarcydziełem. Może „mini” jest tu przesadą, jednak ciągle nie mogę wybaczyć autorowi, że wciąga mnie w książkę i losy jej bohaterów, tylko po to, aby za chwilę powiedzieć „THE END”. Po prostu krawiec Herbert jest (chyba trochę mimowolnie) tak ciekawą postacią, że trudno jest się z nim rozstać. Wszystko w tym świecie jest fascynujące i myślę, że nawet najbardziej wymagający czytelnicy będą usatysfakcjonowani po przeczytaniu tej pozycji. Jest w niej coś takiego, co przykuwa uwagę, coś trudno uchwytnego i tak samo wymykającego się wszelkim próbom zdefiniowania czym owo „coś” może być. Niemniej jednak jestem pewna, że z ciekawością będę śledziła nie tylko dalsze losy Herberta Kruka, lecz także i jego twórcy – Marcina Jamiołkowskiego. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz napiszę tutaj wiele dobrych słów na temat jego twórczości.

Dodaj komentarz