Ostatnia aria Mozarta – pasja i polityka

O czym jest ta książka?

Dorosły syn wybitnego kompozytora, Wolfganga Amadeusza Mozarta, odwiedza swoją umierającą ciotkę. Ta wręcza mu pamiętnik – własnoręcznie spisaną historię, w której opowiada o swoim śledztwie w sprawie śmierci brata. Chociaż od kilku już lat rodzeństwo nie utrzymywało ze sobą kontaktu, to jednak jest to dla niej wielka strata. Tym bardziej, że w swoim liście szwagierka sugeruje Nannerl, że śmierć Wolfganga wcale nie była naturalną konsekwencją choroby, na którą rzekomo zapadł. Tak więc pomimo licznych obowiązków wobec najbliższej rodziny madame de Mozart wyrusza w podróż mającą na celu odkrycie spisku wymierzonego w ukochanego brata.
To, co odkryje może zmienić losy wielu ludzi na najwyższych stanowiskach w państwie, a także wpłynąć na sytuację polityczną na arenie międzynarodowej. Nic dziwnego więc, że niektórym jej śledztwo jest bardzo nie na rękę i będą chcieli jak najszybciej je zakończyć, nie przebierając w środkach.

Wbrew tytułowi, wcale nie jest to książka o Wolfgangu Amadeuszu Mozarcie, choć niewątpliwie jest on dość ważką postacią w tej powieści. Autor postanowił jednak oddać głos jego siostrze, Nannerl. Ta na wieść o dość niejasnych okolicznościach śmierci swego brata niezwłocznie wybiera się w podróż do Wiednia. Już samo to, że kobieta w jej czasach wyrusza w podróż samotnie musiało być szokujące. Ona natomiast postanowiła do tego zabawić się w detektywa i prześledzić ostatnie poczynania wirtuoza. Wszystko po to, by odkryć, kto mógł zechcieć przerwać przedwcześnie jego życie. Wydawać by się mogło, że jako kobieta ma dość ograniczone możliwości dowiedzenia się czegokolwiek, tym bardziej, że towarzystwo jej brata składało się w głównej części z przedstawicieli płci męskiej, na dodatek często niezbyt budzącej zaufanie proweniencji. Nannerl jednak i na to znalazła sposób. Nie jest może aż tak wybitnym muzykiem, jak jej brat, niemniej jednak warto pamiętać, że przez cały okres dzieciństwa i dojrzewania uczyli się od tych samych nauczycieli, a i wrodzonego talentu jej nie brak. Tak więc podbiła serca publiczności z najwyższych sfer zarówno swoją grą, jak i podobieństwem do zmarłego. W jednym przypadku stało się to w znaczeniu dosłownym – choć tego nie chciała, ani nie planowała jeden z dżentelmenów, będący równocześnie bliskim przyjacielem Mozarta, obdarzył ją romantycznym uczuciem.

Muszę przyznać, że mam pewną słabość do książek o sławnych postaciach o znaczeniu historycznym. O ile nie lubię czytać biografii jako takich, o tyle właśnie powieści w stylu „Ostatniej arii Mozarta” podobają mi się bardzo. Szczególnie, gdy są tak dobrze napisane jak właśnie ta książka. Pisanie opowieści, w której wykorzystuje się jedynie część ogólnie dostępnych faktów, a luki w historii zastępuje własnym wyobrażeniem na ten temat daje autorowi dość dużą dozę swobody. Zamiast trzymać się sztywnych ram dat i miejsc, może stworzyć coś, co wprawi czytelnika w zachwyt, sprawi, że suche fakty nabiorą rumieńców i ożyją w wyobraźni czytelnika. I nawet jeśli nie ma to wartości historycznej, to dlaczego odmawiać sobie tej przyjemności? Matt Rees poradził sobie z tym zadaniem znakomicie. Poprowadził nas poprzez opowieść Nannerl może niezbyt szybko, ale z pewnością zajmująco. W dodatku właśnie zamiast prowadzić narrację głosem samego Wolfganga pozwolił nam spojrzeć na niego z perspektywy drugiej osoby. Kogoś, kto znał go dostatecznie dobrze, aby móc o nim opowiedzieć, ale przed kim miał on również kilka tajemnic i zagadek wymagających wyjaśnienia. Tak więc wybór Nannerl na narratorkę w tej opowieści to w istocie strzał w dziesiątkę.

Swoją drogą sama postać Nannerl, w oderwaniu od jej roli narratorki, jest dość ciekawa. Silna i dość niezależna jak na swoje czasy, potrafiła sprzeciwić się woli męża i podjąć trudów podróży, która równie dobrze mogła zakończyć się zupełnym fiaskiem. Z drugiej strony nie potrafiła uwolnić się od wpływu swego ojca, który właściwie dokonał za nią wyboru ścieżki życiowej. Jak już wcześniej wspominałam, Nannerl była nieodrodną siostrą swego brata, utalentowanym muzykiem i jako taka występowała wiele razy u boku Wolfganga. W pewnym sensie jej wyjazd do Wiednia był również wyrazem buntu przeciwko sztywnym regułom panującym w jej świecie. Dlatego też gorąco kibicowałam jej romansowi i miałam nadzieję, że odnajdzie w końcu szczęście u boku tego mężczyzny. Oprócz odpowiedniego przedstawienia swoich postaci, autor zadbał również o odpowiednią oprawę i atmosferę swojego dzieła. Wprowadza czytelnika w świat muzyki poważnej w taki sposób, jakby pokazywał mu ogród pełen najpiękniejszych kwiatów – szczegółowo o nich opowiadając i przedstawiając ich niezwykłe piękno. Tak więc nawet ktoś, kto tak jak ja ma niewielkie pojęcie o tym akurat rodzaju muzyki, świetnie odnajdzie się w tym świecie. Każdy szczegół w tej powieści jest dokładnie dopracowany i nie ma tu miejsca na choćby najdrobniejsze potknięcia. „Ostatnia aria Mozarta” t w moim mniemaniu książka, po którą na prawdę warto jest sięgnąć. Choćby po to, by odkryć, że historia i muzyka klasyczna mają wiele ukrytych zalet, o których do tej pory nie mieliśmy najmniejszego pojęcia.

Dodaj komentarz