Pakt złodziejki – zapomniany bóg

paktzlodziejki

Recenzja premierowa!

Znacie opowieść o Kopciuszku? Adrienne Satti vel Postrzelona też przeżyła taką historię. W obie strony. Jako mała dziewczyna ukradła pewnemu szlachcicowi rapier. Był piękny i jednocześnie stanowił dla niej doskonałą broń. W końcu, kiedy się żyje na ulicy nic nie jest proste. Jej losy potoczyły się w taki sposób, że jakiś czas później miała okazję, i to nielichą, odwdzięczyć się człowiekowi, którego okradła, za ocalenie jej wtedy życia. On zaś postanowił uczynić ją swoją wychowanką i dać jej opiekę oraz bardzo luksusowy dach nad głową. Na początku nie kierował się uczuciem do dziewczyny, lecz wyrachowaniem – przeznaczył ją bowiem na akolitkę kultu, który wyznawał. Oczywiście i to się z czasem zmieniło, lecz dziewczyna i tak została wprowadzona w krąg wyznawców Olguna. Nie było ich specjalnie wielu, więc mogli się cieszyć niepodzielną uwagą i łaskami swego boga. A także jego… wyczuwalną obecnością. Komuś jednak przeszkadzała obecność tego bóstwa i postanowił uczynić z jej wyznawców krwawą ofiarę dla własnego opiekuna.

„Pakt złodziejki” to książka, którą kwalifikuje się jako powieść dla młodzieży. Myślę jednak, że zamykanie jej w takie ramy jest nieco krzywdzące. Jest bowiem napisana o wiele bardziej poważnym językiem, niż większość tego typu pozycji, nie zmienia to jednak faktu, że jest bardzo przyjemna w odbiorze. W zasadzie w każdym wieku. Nie lubię właśnie takiego podziału, bo to bardzo krzywdzące. Szczególnie w odniesieniu do tej książki. Styl tego autora jest bardzo barwny, a zarazem potrafi on wciągnąć czytelnika w przygody swojej bohaterki. Jedyne, co mi się nie podobało, a i to jedynie na samym początku, to przeskoki czasowe z przeszłości do teraźniejszości i na odwrót. Po kilku rozdziałach staje się jednak jasne, że to bardzo dogodny sposób na wprowadzenie we wszystkie szczegóły życia Adrienne. Ogólnie rzecz biorąc książka na prawdę bardzo mi się podobała.

Dodaj komentarz