Piotr Górski „Gorszy” – kiedy wszyscy kłamią…

Niecodziennie zdarza się, że prokurator trafa za kratki. Równie nieprawdopodobny wydaje się być fakt, że osobą, którą Marta Krynicka poprosiła o pomoc w pierwszej kolejności jest komisarz Sławomir Kruk. A jednak. Nawet tak mało prawdopodobne zdarzenia mogą zaistnieć. Ważniejsze jest jednak to, co to oznacza dla samego komisarza. Z pewnością dodatkową pracę dochodzeniową, ale czy na pewno tylko tyle? Już na samym początku cała ta sprawa wydaje się być bardziej niż podejrzana. Zbyt dużo jest w niej zbiegów okoliczności i wydarzeń zdecydowanie układających się po czyjeś, zdecydowanie niebezpiecznej, myśli. Co gorsze, wszyscy zamieszani w tę sprawę, łącznie z oskarżoną o zabójstwo młodą panią prokurator, zdają się tylko i wyłącznie kłamać. I jak z tej plątaniny manipulacji i kłamstw komisarz Kruk ma wynieść cokolwiek przydatnego dla swojego nieoficjalnego śledztwa?

Moje pierwsze spotkanie z komisarzem Krukiem odbyło się już dość dawno, bo w 2017 roku (więcej o nim można poczytać tutaj). Wtedy liczyłam na to, że jakaś kontynuacja jego przygód się ukaże i powiem szczerze, że jestem bardzo zadowolona, że tak się właśnie stało. Bowiem w powieści „Gorszy” komisarz powraca i robi to w znakomitym stylu. Już od pierwszych strony historia wciąga czytelnika i zdecydowanie nie zamierza mu odpuścić. Tak jak w części pierwszej na pierwszy plan wysuwa się profesjonalizm i upór w dążeniu do celu komisarza. A zaraz za nim kroczy cała galeria pobocznych postaci, a każda z nich jeszcze bardziej zdumiewająca niż poprzednia. Intrygi, kłamstwa, romanse i gierki zdają się być podstawowym narzędziem do osiągnięcia celu. Jeśli to nie działa, zawsze można sięgnąć po cięższe metody. Jak chociażby tortury. O tak. Towarzystwo w jakim obracamy się w tej powieści nie cofnie się absolutnie przed niczym, by zrealizować raz obrany cel. A autor zdecydowanie robi wszystko, aby jak najbardziej w tym wszystkim namieszać.

„Gorszy” to taki typ powieści, od której ciężko się oderwać choćby na chwilę. Czytelnik, nawet mając świadomość tego, że najprawdopodobniej jest bezczelnie manipulowany, to jednak poddaje się rytmowi tej historii i daje się autorowi prowadzić za rękę tam, gdzie aktualnie mu to najbardziej odpowiada. A skoro już o kłamstwach i manipulacji mowa, główny bohater doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każda osoba, z którą się styka coś przed nim ukrywa. Każdy z nich ma swoją małą grę, którą chce doprowadzić do szczęśliwego dla siebie końca. Osobiście jestem wielką fanką Moniki Brzeźnińskiej. Swoją drogą trzeba przyznać, że to wielka zaleta i dar autora: tworzenie postaci co najmniej nietuzinkowych. Takich, które w swoim schemacie siedzieć nie chcą i zdecydowanie się z niego wyłamują. Sprawia to, że powieść staje się jeszcze bardziej interesująca. Ostatecznie to sama przyjemność, kiedy zachowanie jakiego bohatera zaskakuje, dodając swoistego smaczku temu, co się przed oczami czytelnika rozgrywa.

Po lekturze kolejnej części muszę powiedzieć, że wszystko to, co było dobre w części pierwszej znalazło się także i tutaj. Zaplątana fabuła, mocny główny bohater oraz nieoczywiste postaci drugoplanowe. Na szczęście teraz mam już do dyspozycji trzecią książkę cyklu (do której niedługo się zabieram i z pewnością jej recenzja pojawi się tutaj w krótkim czasie po lekturze), a czwarta powieść z komisarzem Krukiem ma ukazać się już niebawem, bo na początku lipca. Czekam więc z niecierpliwością na kolejne lektury i mam nadzieję, że będzie to równie wyśmienita rozrywka, co w przypadku „Kruka” i „Gorszego”.

  • Fabuła
  • Kreacje postaci
  • Język
4

Podsumowując:

Komisarz Kruk powrócił i zrobił to w świetnym stylu.

Dodaj komentarz