Pokój światów – zemsta w Mitoświecie

O czym jest ta książka?

Świat po I wojnie światowej. Nie skończyła się ona jednak tak, jak nas uczą w podręcznikach do historii. Zaabsorbowaną walkami ludzkość najechali kosmici. Zamiast jednak podbić planetę tradycyjną bronią użyli mitbomb. Zgromadzona w pociskach energia wiary obróciła się przeciwko nim: wszelkie czczone kiedykolwiek bóstwa powstały, a wraz z nimi duchy, upiory, ożywieńcy i cała reszta religijnego bałaganu. Teraz mamy już Pokój, niemniej świat nie jest bynajmniej taki sam. Magia wskrzeszona podczas ataku Marsjan i wszystkie jej skutki nadal są odczuwalne. Dzikie, rządzące się swoimi prawami tereny jak Wieczna Rewolucja czy Wiekuista Puszcza to obszary, na które niewielu chce się zapuszczać. A jeszcze mniejsza ich liczba jest w stanie stamtąd powrócić. Z tego względu zasymilowany najeźdźca, Nowakowski, zatrudnia Mirosława Kutrzebę, człowieka opętanego żądzą zemsty (i nie tylko). Mężczyzna za nic ma swoje życie i jest gotów podjąć się tej niezwykle niebezpiecznej misji. Wraz z ludźmi Marsjanina i własną, dość nietypową, kompanią wyruszają na wyprawę, z której z pewnością nie wszyscy powrócą. A każdy z nich ma własną motywację, aby wziąć w tym wszystkim udział.

Z Mitoświatem Majki miałam okazję spotkać się przy okazji antologii „Geniusze fantastyki”. Było tam opowiadanie stanowiące swoistą forpocztę tego, co dzieje się w powieści „Pokój światów”. Jak to zwykle bywa skończyło się na chęciach i ostatecznie nie zabrałam się do tego, aby ją przeczytać – z prozaicznego braku czasu. Kiedy jednak otrzymałam od wydawnictwa drugą część, czyli „Wojny przestrzeni” postanowiłam nadrobić tak haniebny brak. I muszę przyznać, że dostałam wszystko to, czego spodziewałam się po lekturze opowiadania. Odkryłam fascynujący świat, w którym mity i legendy ożywają, stając się stałym elementem codzienności. Miałam szansę poznać się bliżej z niezwykłymi postaciami, którymi jest on zaludniony. Brałam udział w nieomal niemożliwej do wykonania misji zorganizowanej przez Marsjanina. A przede wszystkim tropiłam i dokonywałam zemsty na ludziach, którzy dopuścili się potwornej zbrodni, byleby tylko zdobyć władzę i bogactwo. Pozwoliłam opętać się Zmorze, która niejeden raz pomogła mi przetrwać. I jestem tym wszystkim szczerze zachwycona. To jedna z tych powieści, od których nie można się oderwać podczas lektury, a po jej zakończeniu jeszcze długo siedzą w głowie wszystkie przygody, jakie mieliśmy szansę przeżyć. Dawno też nie zetknęłam się z bohaterami, do których tak bardzo się przywiązałam. Wszystko to razem czyni z „Pokoju światów” książkę, której po prostu nie wolno przegapić.

Otwierając „Pokój światów” trafiamy do miejsca, w którym wszystko się może zdarzyć. Jedyną pewną rzeczą zdaje się tutaj być zemsta, którą Kutrzeba realizuje z zabójczą konsekwencją. Zabójczą w bardzo dosłownym sensie. Narracja jest prowadzona w taki sposób, że generalnie znajdujemy się w teraźniejszości, od czasu do czasu cofając się o kilka lat wstecz. Dzięki temu śledzimy postęp bieżącej wyprawy, a w między czasie dowiadujemy się, jak Mirkowi udało się dopaść wcześniejsze ofiary. Słowo „ofiary” zakłada, że były to niewinne osoby, a ich śmierć tragiczna. W odniesieniu do mężczyzn, których ściga gniew wspieranego przez Zmorę mężczyzny, tylko druga część tego zdania jest prawdziwa. Niemniej jednak dość dokładnie oddaje to, kim są dla Kutrzeby ci ludzie. Wracając do narracji, chcę powiedzieć, że te przeskoki czasowe są tak dobrane, że nie wprowadzają niepotrzebnego zamieszania, a właśnie dzięki nim mamy okazję dowiedzieć się co nieco o przeszłości głównego bohatera. Im dalej się zresztą zagłębiamy w książkę, tym wyraźniej widać podobieństwa tego, co przeżył w przeszłości i co dzieje się w chwili bieżącej. Jest ono jednak na tyle subtelne, że nie odnosimy wrażenia powtarzania po kilka razy tych samych scen. Mamy też szansę zobaczyć, jak zmienił się zarówno Kutrzeba, jak i postaci stające na jego drodze. Rostowie, Szuler Losu, nawet Grabiński… Wszyscy oni kiedyś już odegrali swoją rolę w życiu Mirosława, a teraz znów potrzebuje ich do realizacji swoich zamierzeń. Trudno powiedzieć, aby byli oni zadowoleni z ponownego pojawienia się opętanego przyjaciela w ich życiu. Jednak odmówienie temu człowiekowi jest, z tych czy innych powodów, nieomal niemożliwe.

Majka stworzył na prawdę niezwykły świat. Taki, do którego chce się wejść i nigdy nie opuszczać. Do którego po prostu trzeba wrócić. W pewnym sensie cieszę się, że przeczytałam „Pokój światów” mając już pod ręką „Wojny przestrzeni”. Nie musiałam długo tęsknić do swoich ulubionych postaci – podjęłam lekturę kontynuacji niedługo po przeczytaniu pierwszej części. Szczerze mówiąc w tej powieści chyba najbardziej fascynujące jest to, z jakim rozmachem Kutrzeba prowadzi swoją krucjatę. Jak bardzo ogarnięty jest żądzą pomszczenia swojej zmarłej tragicznie rodziny. Oczywiście, część tego to sprawka zamieszkującej go Zmory, niemniej jednak… Ciężko jest ocenić, czy to tylko jego odczucia, wpływ demonicy czy może także i w tym aspekcie odezwała się energia wyzwolona z mitbomb. Cokolwiek jednak go napędza, daje początek niezwykłej historii. Takiej epickiej, która z powodzeniem mogłaby posłużyć za materiał na scenariusz filmu czy serialu. Warto także zwrócić uwagę na to, jak wiele różnych motywów przewija się przez całą książkę. Dzięki ożywieniu wszelkich możliwych wierzeń i mitów, dostajemy niezwykłą mieszankę baśni z rzeczywistością. Każda opowieść, jeśli tylko ma odpowiednią ilość wyznawców, może stać się prawdą. I autor nie omieszka się z tego korzysytać, sięgając do na prawdę bardzo różnych źródeł inspiracji. Tak więc znajdziemy tutaj nie tylko postaci z legend, mitów czy wierzeń, lecz także i takie, które wyszły prosto z bajek, jakie opowiada się dzieciom na dobranoc. W efekcie dostajemy świat jakiego jeszcze nie było i choćby dlatego warto po „Pokój światów” sięgnąć.

1 komentarz

  1. Właśnie czytam „Pokój Światów” i przyznam, że mnie również całkiem się podoba 😉 Całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, że czegoś takiego jeszcze nie było!

Dodaj komentarz