Połączeni. Uwolnij mnie – romans z zasadami

O czym jest ta książka?

Miał być tylko seks. Czysta przyjemność dla dwojga świadomych siebie, dorosłych ludzi. Nie od dziś jednak wiadomo, że uczucia nie dają się tak łatwo trzymać na wodzy. Chociaż Gwen nie jest pewna, czy chce dalej tkwić w tym układzie, to jednak nie potrafi już rozstać się z ukochanym. Tym bardziej, że JC znaczy dla niej coraz więcej, stając się osobą najważniejszą, tuż po najbliższej rodzinie. Lecz jak nie ma róży bez kolców, tak i ta historia nie ma łatwego zakończenia.

Kiedy czytałam książki Laurelin Paige z serii „Uwikłani”, myślałam sobie, że są dobre. Na prawdę dobre. Aż do czasu, kiedy przeczytałam pierwszą część nowej serii, „Połączeni. Ta książka mnie zachwyciła. Okazało się, że jednak literatura erotyczna nie zaczyna się i nie kończy na Grey’u jak chcieliby niektórzy. Do tej pory jedynie Megan Hart i jej „Zniewolona” (której recenzję możecie przeczytać tutaj) zrobiła na mnie takie wrażenie, jak właśnie „Uwolnij mnie”. Po skończeniu lektury dosłownie zaczęłam przebierać nogami w oczekiwaniu na dalsze losy tych bohaterów. To fajne uczucie, choć rzadkie, kiedy mam ochotę dosłownie rzucić się od razu na następną część jakiejś serii. Zazwyczaj nawet jeśli mam od razu dostęp do kolejnych tomów to wolę je sobie dawkować, delektować się lekturą. W tym wypadku autorka tak zakończyła powieść, że po prostu nie sposób jest okazać cierpliwość w oczekiwaniu na więcej.

Tym, co łączy obie serie Laurelin Paige jest osoba Gwen. W „Uwikłanych” odgrywa tylko epizodyczną rolę, na tyle, że nie mamy szansy przyjrzeć się jej bliżej. Natomiast w „Połączonych” powraca, by stać się główną bohaterką. I muszę przyznać, że świetnie się sprawdza w tej roli. Na użytek tych, którzy nie znają (jeszcze) historii Alayny i Hudosna, powiem, że Gwen widziana oczami tej pierwszej nie jest osobą specjalnie miłą i przyjaźnie nastawioną do świata. Tym bardziej więc ciekawe jest ujrzenie jej z zupełnie nowej perspektywy. Poznanie jej osobistej, na pewno niełatwej, historii rodzinnej rzuca nowe światło na to, kim ta młoda kobieta jest i dlaczego mieliśmy okazję oglądać ją właśnie taką. Tak, zdecydowanie, kiedy Gwen w całej swojej krasie wkracza na scenę, robi się bardzo ciekawie. Lecz jeszcze ciekawiej jest kiedy spotyka JC. Razem tworzą parę idealną, zarówno w sensie romantycznym, jak i literackim. Oboje zostali zostali wykreowani w bardzo wyrazisty sposób. Bez żadnych zbędnych ozdobników czy przerysowanych historii. Spora dawka tajemniczości z obu stron przydaje ich związkowi pikanterii. Muszą jednak bardzo uważać, aby to nie obróciło się przeciwko nim samym.

Pisząc o literaturze erotycznej zawsze wspominam także o tłumaczeniu. Nie inaczej więc będzie i w tym przypadku, bowiem to rzecz o ogromnym znaczeniu w takich książkach. Otóż muszę przyznać, że tutaj język w tłumaczeniu został na prawdę świetnie dostosowany do książki jako całości. Nareszcie erotyczne w założeniu dialogi czy opisy w rzeczywistości takie są. Intymne określenia nie wywołują zdziwienia czy wręcz śmiechu swoją infantylnością. Domyślam się, że nie jest to łatwa praca, tłumaczenie takiej książki, więc tym bardziej nisko się kłaniam osobie, która wykonała je w tak kunsztowny sposób. Ogólnie ta pierwsza część podobała mi się bardzo ze względu na wszystko. I nie, nie jest to pomyłka przy pisaniu. Na prawdę ciężko mi jest znaleźć choć jedną rzecz, która by mi się w niej nie podobała. Fabuła jest ciekawa, a zwroty akcji zaskakujące. Do tego stopnia, że kończy się czytanie rozdziału ze szczęką na podłodze. Bohaterowie, o czym już wspominałam, także są z krwi i kości. Także na prawdę jest co czytać.

Dodaj komentarz