Pryncypium – cena miłości

O czym jest ta książka?

Zoltan ma wszystko. Władzę, pieniądze, pozycję w świecie. To „wszystko” jest jednak pozorne, bowiem jego funkcja Laufra pozbawiła go uczuć. A raczej pozbawia raz na jakiś czas w taki sam sposób, jakby to były szkodliwe dla organizmu toksyny. Aniela natomiast to młoda dziewczyna, która ciężko pracuje na to, aby jej rodzinne gospodarstwo jako tako funkcjonowało. Ich przypadkowe spotkanie na ulicy to dopiero początek czegoś większego, czego żadne z nich się nie spodziewa. Jednak czyny tych dwojga odmienią nie tylko ich życie, lecz będą miały także niebagatelny wpływ na zmiany zachodzące w świecie. Czy będą potrafili poświęcić to co jest dla tego co być może?

Melissa Darwood w swoim „Pryncypium” stworzyła dość nietypowe połączenie dwóch światów, czyli fantastyki i romansu. Oczywiście można powiedzieć, że przecież w innych fantastycznych książkach też były wątki romansowe. A w romansach elementy fantastyki. Nie wspominając już o książkach erotycznych, w których bohaterki odczuwają niezwykle silny pociąg do… dinozaurów. Niemniej jednak tutaj to połączenie jest według mnie najbardziej wyraźne. Taka fantastyka skierowana typowo do młodych kobiet, dla których chyba taka literatura będzie najbardziej atrakcyjna. Dzięki temu, w jaki sposób autorka wykreowała świat, w którym zastajemy naszych bohaterów mamy tutaj do czynienia nawet z czymś więcej niż klasycznym romansem. To już jest połączenie na poziomie duchowym istot starszych i potężniejszych niż ludzie kiedykolwiek będą. Tymi istotami, jeśli można je tak określić, są Nomina, którym służy Zoltan, a o których Aniela póki co nie ma najmniejszego pojęcia. A jednak to one decydują o tym, że tych dwoje nie może oprzeć się sobie nawzajem. I dążą do połączenia za wszelką cenę.

Muszę przyznać, że świat „Pryncypium” mnie zaciekawił. Na początku miałam mały problem, żeby połapać się co jest czym, niemniej jednak nie skorzystałam z propozycji zaprezentowanej na początku książki i oparłam się pokusie zerknięcia do słowniczka. Odkrywanie wszystkich elementów fabuły podczas lektury to wielka przyjemność, tym bardziej, że wszystko w swoim czasie zostaje dokładnie wyjaśnione. Poza tym dość często narracja prowadzona jest z punktu widzenia Zoltana, który nas w to wszystko wprowadza w sposób praktyczny. Także teoretyczne wyjaśnienia na prawdę nie są tutaj konieczne. Wracając jednak do meritum, w przedstawiony w tej powieści świecie mamy do czynienia z połączeniem codziennej, doskonale nam znanej rzeczywistości z tą z drugiej strony mocy. Są one ze sobą nierozerwalnie związane, wręcz przenikają się nawzajem. Niemniej jednak dla niewtajemniczonych osób ta druga strona jest zupełnie niedostrzegalna. Słudzy Pryncypium odpowiednio o to dbają.

Biorąc to wszystko razem pod uwagę muszę przyznać, że „Pryncypium” to dobra powieść. Z pewnością pod wieloma względami nie jest idealna, niemniej jednak czyta się ją łatwo, lekko i przyjemnie. Jest też dość zaskakująca, właśnie pod względem tego połączenia fantastyki z taki typowym romansem, które jest raczej niezbyt popularne. Z drugiej strony to jakby samo z siebie zawęża grono odbiorców do płci pięknej. Mnie osobiście taka mieszanka przypadła do gustu i to nawet bardzo. Po części także dlatego, że doceniam zarówno książki romansowe, jak i fantastyczne. Myślę też, że to będzie fajna propozycja dla tych dziewczyn, które lubią sobie poczytać o wielkiej miłości, a do innych światów nie są przekonane zupełnie lub też to zupełnie nie ich bajka. To takie łagodniejsze wprowadzenie do całego uniwersum książek fantastycznych, które mogą się spodobać po zapoznaniu się już z „Pryncypium”. Także dlatego, że alternatywna rzeczywistość nie odbiega wiele od naszej, co tutaj jest zdecydowanie dodatkowym atutem.

1 komentarz

  1. Akurat skończyłam ją dzisiaj czytać! 😉 Zgadzam się. Całkiem fajne połączenie i jeszcze dodatkowo coś takiego świeżego, czego wcześniej nie czytałam, zaskakującego, choć momentami nieco dziwnego.

Dodaj komentarz