Przemiana – trudny wybór

Wczoraj pisałam o śmiertelnie chorym chłopcu i jego zmaganiach. Dziś temat podobny, ponieważ znów śmierć i choroba łączą się w jedną powieść zmuszającą do refleksji nad własnym życiem, wyborami, religią, także nad tym, jak postrzegamy innych i czy nie robimy tego przypadkiem zbyt pochopnie.

Życie June, choć niełatwe, wreszcie zaczyna się układać. Mimo iż od dwóch lat jest wdową z dzieckiem znajduje nową miłość, Kurta. Wydaje się jej być ideałem, mężczyzną o jakim zawsze marzyła: czuły opiekuńczy, no i przede wszystkim kocha jej dziecko. Czy jest to jednak wyłącznie miłość ojcowska, jeśli można ją tak nazwać? A może kryje się za tym coś jeszcze? Tego June nawet by się nie spodziewała, gdyby nie wydarzyła się następna tragedia: jej córka Elizabeth i mąż zostają zamordowani. Wszystkie dowody obciążają winą Shaya Bourne’a. Jednak tu też pojawiają się wątpliwości, przynajmniej u czytelników, co do tego, czy jest on faktycznym sprawcą zbrodni. Dwie kolejne postaci mające duży wpływ na całość książki to adwokat skazańca Maggie oraz jego duchowy przewodnik, ojciec Michael, którego poznajemy w momencie, gdy jest on ławnikiem w sprawie… Bourne’a właśnie. Shay to postać niezwykła. Twierdzi, że żeby odkupić swoje winy musi dokonać niezwykłego czynu. Tym czynem ma być przekazanie serca, zabranego mu tuż po wykonaniu wyroku śmierci, córeczce June, Clarie, która już przeszła jeden przeszczep, lecz okazało się, że to serce też jest uszkodzone.

Książka baardzo refleksyjna, skłaniająca do myślenia, do zastanowienia się nad tym, co dla nas jest ważne  w życiu i czy mamy jakiś, choć jeden stały punkt, co do którego jesteśmy pewni, że w żadne okoliczności nie zdołają go zmienić. Autorka przeplata ze sobą wiele różnych płaszczyzn to po, aby dać jak najpełniejszy wgląd to całą akcję w taki sposób, że całość ukazuje się nam niejednoznacznie. Choć książka jest na prawdę bardzo dobra, m.in. dlatego, że w delikatny sposób porusza trudne tematy, to jednak nie jest wolna od pewnych niedociągnięć czy też raczej mankamentów. Po pierwsze cały ten szum wokół morderstwa policjanta i dziewczynki wydaje się być nieco sztucznie przerysowany. To zrozumiałe, że taka zbrodnia nie przeszła bez echa, jednak tu pokazane zostało to aż do przesady. Drugim takim zjawiskiem jest postać Shaya Bourne’a. Rozumiem, że na potrzeby książki została wykreowana właśnie tak a nie inaczej i wielki plus za innowacyjne ujęcie tematu kryzysu wiary, jednak moim zdaniem niektóre elementy powinny być nieco zmienione.

Dodaj komentarz