Ptaki ciernistych krzewów – zakazany romans

Ogólnie nie jestem wielką fanką powieści historycznych, w których autorzy starają się jak najdokładniej opisać życie zwykłych ludzi. Najlepiej na farmie albo innym ranczu, bo tam jest zawsze dużo pracy. No i można się rozwodzić nad niekorzystnymi zmianami pogody. Przyznaję się szczerze, że już nie pamiętam, dlaczego w ogóle sięgnęłam po „Ptaki ciernistych krzewów”, zapewne z czyjegoś polecenia, jednak pamiętam doskonale, że książka była nudna i ciągnęła mi się niemiłosiernie. Bohaterowie raczej nie poprawiali sytuacji. Wszyscy bez wyjątku byli płascy i bez życia totalnie. Poza tym, okropne było to opisywanie jakichś mało ważnych wydarzeń z życia głównej bohaterki, które nie miały właściwie żadnego związku z niczym. I tak historia się toczy, przez jakieś 60 lat.

W książce w sumie nic nowego się nie dzieje. To się gdzieś przeprowadzą, to urodzi się dziecko i tak w kółko. Jedynym jaśniejszym punktem jest moment, w którym główni bohaterowie nawiązują romans. Co jest też nieco dziwne samo w sobie, biorąc pod uwagę fakt, że on jest od niej sporo straszy i jest księdzem. No i poznali się, kiedy Meggie miała zaledwie kilka lat. Cała ta historia jest bardzo dziwnie skonstruowana. Może to nawet byłoby ciekawe, gdyby nie sposób, w jaki zostało to opisane. Uśmiercanie bohaterów też autorce wyszło raczej średnio. Jak dla mnie nie wnosi ona nic nowego do literatury, ani do tej powieści. To tylko moje prywatne odczucie, ale ja nie widzę w tej książce żadnych emocji, niczego, co mogłoby sprawić, że przeczytałabym ją z zaciekawieniem co wydarzy się dalej.

Dodaj komentarz