Redlum – bycie potworem wcale nie jest łatwe

O czym jest ta książka?

Redlum to otoczona wysokim murem miejscowość położona z dala od ludzkich siedzib. Dlaczego? Ponieważ została zaprojektowana i zbudowana po to, aby zamknąć w niej wszystkie żyjące na Ziemi potwory. Jak widać homo sapiens nie są najodważniejszym z gatunków. Pewnego dnia pod bramy Redlum zostaje przyprowadzony mały chłopiec, na którego rzucono zaklęcie wymazujące pamięć o jego dzieciństwie. Podrzutek zostaje umieszczony w jednej ze szkół dla ludzkich czarodziejów. Wygląda i zachowuje się jak przeciętny dzieciak, a z racji braku przesłanek do rozpoczęcia nauki, został sprzątaczem. Pozory, jak to często bywa, mogą być jednak bardzo mylące.

Każdy, kto chociaż raz zetkną się z fantastyką wie, że w takich powieściach karczmy odgrywają niebagatelną rolę. To tam załatwia się interesy, wdaje się w bójki i spotyka podejrzanych typów, którzy później zostają najlepszymi przyjaciółmi. Tutaj także zazwyczaj skupia się życie całej społeczności, jest więc okazja do zapoznania się z najświeższymi ploteczkami z okolic. Nigdy jednak nasz bohater nie zatrzymuje się w takich miejscach na dłużej, ponieważ wzywa go zew przygody i potrzeba ratowania świata przed złem. Co jednak, kiedy karczma staje się miejscem spotkań potworów? Ha! W takiej sytuacji nie ma potrzeby wyruszać w świat na ratunek dziewicom w opałach. Nikomu ze stałych bywalców takiego miejsca z resztą nie przyszłoby to do głowy. Zdaje się, że jeśli gdzieś mieliby wyruszać, to raczej żeby te dziewice uwięzić… Zostańmy więc tam, gdzie jesteśmy i przyjrzyjmy się miejscowej społeczności. Zapewniam was, że w karczmie dla potworów jest na co popatrzeć. Trzeba jedynie uważać, żeby nie popełnić jakiejś towarzyskiej gafy, co przy różnorodności gatunkowej jaka panuje w Redlum wcale nie jest taką łatwą sztuką.

Jak dla mnie, głównym plusem tej powieści jest to, że autorka w nietypowy sposób podeszła do tematu. Nie tylko prowadzi narrację niemalże w obrębie jednego budynku, to na dodatek opisuje życie potworów. Na które to raczej we wszystkich czytanych przeze mnie powieściach polowano. No i były te potwory jakieś bardziej, bo ja wiem, krwiożercze? Nie tak bardzo ludzkie jak w Redlum? Momentami ma się wrażenie, że te „istoty magiczne” to w gruncie rzeczy ludzie, choć tak bardzo wypierają się ludzkich zachowań i przywar. Bardziej kreują ten swój wizerunek niebezpiecznych drapieżników niż nimi są. A wszystko po to, aby zachować choćby namiastkę swojej autonomii, która pozostała im po zamknięciu w murach Redlum. Dzięki złej sławie przyjeżdżają do nich jedynie ludzie zbyt głupi lub zbyt odważni. Co czasem oznacza to samo. Przyznam, że fajnie było przeczytać coś odmiennego od powtarzających utarte schematy powieści, w których zmieniają się bohaterzy, lecz nie ich historie. Podobało mi się także i to, że książka podzielona została na trzy części, z których każda opowiada o innym okresie życia potwora Słodkiego. Nie jestem pewna czy słowo „potwór” w stosunku do niego ma jeszcze jakiekolwiek zastosowanie, jednak z braku lepszego pozostanę przy nim. Mamy więc okazję poznać go jako małego chłopca, potem zobaczyć jak staje się karczmarzem, a na koniec przekonać się, że w końcu został chyba najbardziej poważanym mieszkańcem wioski potworów.

Choć Słodki jest zdecydowanie najjaśniejszą gwiazdą tej powieści, nie można zapomnieć o pozostałych bohaterach. Choć odgrywają drugoplanowe, nieraz epizodyczne role, to jednak widać, że także i te postaci zostały zaprojektowane i wykonane ze szczególną starannością. Każda z nich posiada jakieś wyjątkowe cechy – wygląd, upodobania jedzeniowe, zdolności. Wszystkie są na swój sposób wyjątkowe. W pewnym momencie ciężko jest myśleć o bohaterach występujących w tej powieści jak o potworach zabijających z zimną krwią niewinnych ludzi. W ogóle trochę to wszystko zostaje postawione na głowie, ale dzięki temu jest tylko ciekawiej. Nie mogę także nie docenić subtelnego poczucia humoru, jakie przewija się przez całą powieść. Żarty sytuacyjne i zabawne dialogi sprawiają, że lektura „Redlum” jest czystą przyjemnością, która trwa zdecydowanie zbyt krótko. Ja tam mogłabym siedzieć w tej karczmie i przyglądać się wszystkiemu z ciekawością o wiele dłużej. I na pewno wrócę nie jeden raz do tej książki, bo uważam, że zdecydowanie jest tego jak najbardziej warta. „Redlum” to świetnie napisany kawałek fantastyki zdecydowanie różny od tego, co mieliście do tej pory okazję czytać. Polecam, bo tej książki po prostu nie można przegapić.

Książka jest już dostępna w sprzedaży w formie elektronicznej dokładnie tutaj.

A tych, którzy jeszcze nie są przekonani, zapraszam do lektury fragmentu „Redlum”.

Dodaj komentarz