Sezon burz – co tu dużo opowiadać…

sezonburz

Po przeczytaniu fragmentu, który został swego czasu wrzucony do Internetu jakoś nie bardzo spodobał mi się „nowy Wiedźmin” i stwierdziłam, że nie warto trudzić się zdobywaniem ebooka czy kupowaniem książki. Kiedy jednak zobaczyłam „Sezon burz” na półce w bibliotece zdecydowałam się książkę wypożyczyć i przeczytać. Najogólniej mówiąc szału nie ma. Trochę mi ta powieść przypomina pisanie precli na zamówienie. Nie ważne co się pisze, byle lać wodę na temat i jeszcze na tym zarobić. Nie powiem, „Sezon burz” ma i swoje lepsze momenty, jednak dla mnie saga o Wiedźminie skończyła się dawno temu, a to co wyszło dość niedawno na rynek to tylko marna podróbka zarówno samej postaci, jak i świata, który autor mu stworzył, a teraz potraktował w tak przykry dla czytelnika sposób.

Irytuje zwłaszcza okropny język, jakim posługuje się Sapkowski. W opowiadaniach o Wiedźminie pokazał się z innej, o wiele lepszej strony. Jak dla mnie za dużo tu przekleństw (nie żeby nie było ich w innych jego książkach), ale takich… jakby bardziej współczesnych, za nic nie pasujących do legendarnego „na pohybel skurwysynom”. Oprócz tego zmienił się jakby styl samego pisania Sapkowskiego, co jeszcze bardziej irytuje niż te nowomodne przekleństwa. Jeśli już tak bardzo zapragnął powrócić do Wiedźmina mógł to zrobić w o wiele lepszym stylu i zwiększą klasą. To co zaprezentował w „Sezonie burz” można bez przesady uznać za obrazę dla czytelników.

Dodaj komentarz