Sezon burz – powrót w (nie)wielkim stylu

Ostatnio dość duże poruszenie na naszym ojczystym rynku książkowym wywołała nowa opowieść o Wiedźminie. Na początku stwierdziłam, że w ogóle nawet nie rzucę okiem na zamieszczony w Internecie fragment rzeczonej książki, jednak po zastanowieniu doszłam do wniosku, że może jednak dobrze byłoby coś naskrobać o niej na stronie. I teraz już wiem, że nie przeczytam tej książki w całości, nawet na potrzeby bloga. Wolę po prostu zostawić w swojej pamięci Geralta takiego, jakim go pamiętam z tego cyklu, który przeczytałam już kilka ładnych lat temu. I który chętnie przeczytałabym jeszcze raz. I jeszcze raz za jakiś czas. Bo to po prostu chce się czytać. Natomiast „Sezon burz” jakoś mi nie przypadł do gustu już tymi kilkoma stronami, które można znaleźć chyba na każdej stronie, która zajmuje się tematyką literacką. Ktoś może powiedzieć, że tak mały fragment to za mało, by ocenić całą książkę. Równie dobrze można sobie mówić, że nie powinno się oceniać książki po okładce. A i tak wiadomo, że każdy robi po swojemu.

Pomijając już fakt, że „Sezon burz” to książka napisana prawdopodobnie tylko i wyłącznie z powodów komercyjnych, to po prostu Wiedźmin skończył się dawno temu i zostawmy go w spokoju. I nie ma co się tu oburzać, że przecież pisarz żyje z tego, że pisze, więc każda książka jest pisana z powodów komercyjnych. Tu chodzi o coś innego. Jak dla mnie w przypadku „Sezonu burz” Wiedźmin to po prostu chwyt reklamowy, a nie chęć powrotu do danego bohatera. Po cyklu książek o tej postaci nie było już w dorobku Sapkowskiego właściwie niczego tak dobrego, o czym zresztą świadczy fakt, że Wiedźmina zna każdy, a chociażby Reynevana już nie koniecznie. Nie mówiąc o tym, że sam autor zarzekał się solennie, że powrotu do Geralta z Rivii już nie będzie. I teraz co? Nagle okazało się, że pisarza natchnęła „wena” przez wielkie W i oto ukazuje się „Sezon burz”. Brzmi nie tylko niewiarygodnie, ale i w pewnym sensie niesmacznie. Tak więc, jeśli się jest pisarzem, to trzeba mieć wyobraźnię po to, by tworzyć coś zupełnie nowego, a nie odgrzewać gotowy produkt i udawać, że wszystko jest w porządku. Bo chyba to zawód, w którym ma się też jakieś obowiązki, a nie same przywileje, prawda?

Gdyby się ktoś chciał przekonać, czy jednak może jemu się podoba nowy Wiedźmin, to ja też zamieszczam link do fragmentu.

1 komentarz

  1. fan sapkowskiego says: Odpowiedz

    Taa, a Metallica skończyła sie na Kill’em all…

Dodaj komentarz