Sue Fortin: Siostrzyczka – odnaleziona po latach

O czym jest ta książka?

Clare nie jest jedynaczką, choć od 9 roku życia w ich rodzinnym domu mieszka sama z matką. Pewnego dnia ojciec dziewczyny zabrał jej młodszą siostrę, Alice, mówiąc, że jedzie na wakacje. Nigdy więcej nie wrócił, a po pewnym czasie przestał się również kontaktować z porzuconą rodziną. Od tamtego czasu Clare wraz z matką starają się wszelkimi sposobami odnaleźć zaginioną siostrę i córkę. Lata mijają, a po Alice nie ma najmniejszego śladu. Aż do momentu, kiedy pewnej jesieni przychodzi list od zaginionej. Szybko ustalony zostaje termin przyjazdu dziewczyny, wszystkie bardzo pragną się w końcu spotkać. Jednak kiedy Alice jest już z nimi, Clare zaczyna nabierać coraz większych podejrzeń co do zamiarów cudem odnalezionej po latach młodszej siostry. Czy to tylko jej wymysły czy Alice na prawdę próbuje zająć jej miejsce w życiu rodziny?

Przyznam szczerze, że nie przepadam za książkami, które rozpoczynają się sceną rozgrywającą się po wydarzeniach, o których mam dopiero przeczytać. Być może ma to na celu zwiększenie napięcia, mnie natomiast po prostu irytuje. Zdecydowanie bardziej wolę tradycyjny sposób prowadzenia narracji. Dlatego też pierwsze moje zetknięcie z książką „Siostrzyczki” było średnio udane. Na szczęście później autorka poprowadziła wszystko w taki sposób, że wciągnęłam się w powieść i zapomniałam o wstępie. Jeżeli ktoś jednak spodziewa się jakichś bardzo zaskakujących zwrotów akcji czy fabuły, która sprawi, że zapomina się o otaczającym świecie, to ostrzegam, że nie jest to tego typu powieść. Natomiast siłą „Siostrzyczki” jest wątek psychologiczno-socjologiczny, który autorka wprowadziła bardzo świadomie i trzeba przyznać, że wyszło jej to wspaniale. Pokuszę się nawet po powiedzenie, że sposób, w jaki opisała relacje w rodzinie Clare, ich zmagania z próbą zaakceptowania nowej sytuacji, przesłania przewidywalność fabuły. Poruszone zostają trudne tematy: zdrada, rozpad rodziny, odbudowywanie rodzinnych więzi po latach spędzonych osobno. Autorka świetnie sobie z nimi wszystkimi radzi, manewrując wśród niedopowiedzeń w taki sposób, żeby to czytelnik odpowiedział samodzielnie na najważniejsze z postawionych w tej powieści pytań. Nie daje jednoznacznych odpowiedzi, stawia także wyzwania przed swoimi bohaterami, zmuszając ich do zachowań ekstremalnych. I to właśnie moim zdaniem stanowi o tym, jak dobrze czyta się tę książkę.

Niemal każdy z nas ma świadomość tego, jak ciężko czasem jest żyć w rodzinie. Nawet w tych najbardziej kochających się i zgranych czasem dochodzi do zgrzytów, które kładą się cieniem na atmosferze w domu. O ile więc bardziej ekstremalną sytuacją jest, kiedy więzi te dopiero trzeba wytworzyć? Kiedy po całych latach bez choćby śladu kontaktu do rodziny dołącza osoba, która niby do niej należy, ale w pewnym sensie jest zupełnie obca. Sue Fortin przedstawia nam w swojej książce dwa zupełnie różne podejścia do tej sprawy. Z jednej strony jest Marion, matka od lat wyczekująca powrotu swojej utraconej córki. Może mająca wyrzuty sumienia, że tak zupełnie bez walki pozwoliła swojemu mężowi wywrócić do góry nogami życie zarówno swoje, jak i niemającego na nic wpływu dziecka. Ona bez wahania przyjmuje Alice na łono rodziny. W sytuacjach newralgicznych nie tylko broni młodszej córki, ale wręcz daje do zrozumienia Clare, że jej nieuprzejme zachowanie stanowi dla niej źródło głębokiego rozczarowania. Z drugiej zaś strony mamy właśnie tę starszą siostrę. Choć tak jak matka cieszy się na przyjazd przez tyle długich lat niewidzianej siostrzyczki, to jednak kiedy się w końcu spotykają, nie potrafi nawiązać z nią takiej więzi, jakiej by dla nich chciała. Wyczuwa pewną nutę fałszu w zachowaniu Alice. Mało tego – zaczyna jej się wydawać, że ta próbuje zająć jej miejsce w rodzinie, która do tej pory była wyłącznie dla niej. Jej podejrzenia spotykają się jednak z niezrozumieniem, a wręcz potępieniem ze strony najbliższego otoczenia. W pewnym momencie dochodzi do tego, że podejrzewają u niej chorobę psychiczną, spowodowaną nadmiarem stresujących sytuacji w domu i w pracy. Ale co jeżeli Clare nie jest szalona? Jeśli jej podejrzenia są prawdziwe, może się okazać, że cała sprawa wcale nie jest tak prosta, na jaką wygląda.

Książka „Siostrzyczki” jest świetna pod względem psychologicznym. Chociaż to thriller nie ma tutaj zbyt wielu okazji do tego, aby odczuwać strach czy chociażby niepokój. Bardziej skupiamy się na tym, by odpowiedzieć sobie na pytanie kto mówi prawdę. Na dobrą sprawę, nawet kiedy Clare udaje się do Stanów by dowiedzieć się więcej na temat swojej siostry i podejrzewamy (a jest to podejrzenie graniczące z pewnością), że kobieta podająca się za Alice nią nie jest, w całej tej historii doskonale wyczuwalne jest drugie dno. Niby wszystko powinno już być jasne lub na granicy rozwiązania. Ale jednak niewielkie szczegóły podpowiadają nam, a także Clare, że to, co odkryła z pewnością nie jest całą górą lodową, a jedynie jej wierzchołkiem. I przyznam szczerze, że nawet dla wprawnego czytelnika rozwiązanie fabuły będzie sporym zaskoczeniem. Tak więc ta fabuła też nie do końca jest taka przewidywalna, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Ogólnie rzecz biorąc, „Siostrzyczki” to książka oparta na dość ogranym motywie fabularnym. Jednak liczy się w niej bardziej to, czego nie widać gołym okiem. Bardzo mi się podobało także to, że autorka tak dokładnie wszystko przemyślała i pisała tę powieść z widocznym zaangażowaniem. Ciekawą sprawą są pytania, które zostawiła na końcu książki do przedyskutowania w szerszym gronie. Choć z założenia miała to być propozycja dla dyskusyjnych klubów książki, to nawet jeśli się do żadnego nie należy warto przemyśleć sobie kwestie, na które zwróciła uwagę autorka. Jest to moim zdaniem udana propozycja, która nie tylko zmusza czytelnika do przemyślenia tego, co właśnie przeczytał. Pokazuje również, że autorka jest prawdziwie zaangażowana w swoje dzieło.

Dodaj komentarz