Solaris – okiełznać nieznane

Solaris to tylko jedna z wielu planet, które ludzie odkryli podczas swych wypraw w kosmos. Nie jest jednak taka jak inne. Pomijając fenomen tego, że posiadając dwa słońca, czerwone i niebieskie, zachowuje niemal niezmieniony kształt orbity, po której krąży, najdziwniejszą sprawą na Solaris jest to, że składa się niemal wyłącznie z olbrzymiego oceanu, w nielicznych miejscach jedynie poprzecinanego góropodobnymi tworami. Nie jest to także zwykły ocean. Kolejne pokolenia badaczy, stawiając wciąż nowe hipotezy, dochodzą pewnego dnia do wniosku, że przeogromna masa galaretowatej mazi tworzącej powierzchnię Solaris jest tworem obdarzonym czymś, co można nazwać życiem, a także inteligencją. Prawdopodobnie przewyższającą wszystko to, co ludzka rasa stworzyła od początku swego istnienia. Ale to tylko jedna z wielu, wielu hipotez.

Kiedy Kris, solarista opowiadający historię swojego pobytu na planecie, trafia na Stację jest to już zmierzch badań nad Solaris i prób nawiązania kontaktu z zamieszkującym ją olbrzymem. Na planecie pozostało już jedynie trzech ludzi. A ściślej mówiąc dwóch żywych i jedno ciało. Okazuje się bowiem, że człowiek, którego Kelvin był współpracownikiem jeszcze w czasie pobytu na Ziemi, popełnił samobójstwo. Już od pierwszego dnia pobytu mężczyzny na Stacji dzieją się bardzo dziwne, wręcz niewytłumaczalne rzeczy. Wkrótce okazuje się, że to co dotyczy innych, to dopiero początek. Preludium do tego, co spotka jego samego. I tylko od niego zależy, jak zakończy się jego spotkanie z tym niezwykłym przejawem pozaziemskiej cywilizacji.

„Solaris” fascynuje. To chyba jest jedyne właściwe określenie na to, co ta książka potrafi zrobić z człowiekiem, który ją czyta. Co prawda nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem wielką fanką gatunku i przyznaję bez bicia (: D), że czasem zdarza mi się zagubić w tej mnogości naukowych terminów i opisów zjawisk, które powstały tylko w wyobraźni autora. Lecz ciężko nie oddać sprawiedliwości i powiedzieć, że to kiepska książka. Wręcz przeciwnie. Trudno zresztą, by było inaczej, skoro wyszła spod pióra Stanisława Lema. Polecam do przeczytania nie tylko zwariowanym na punkcie science fiction, którzy i tak z pewnością mają lekturę tej pozycji dawno za sobą, lecz także tym, którzy lubią choć trochę takie klimaty, bo to na prawdę świetna książka. Na koniec dodam tylko, że o tej książce nie można powiedzieć wiele, bo każde słowo, które ujawnia fabułę to zbrodnia. To po prostu trzeba przeczytać.

Polecam wszystkim zakup tutaj.

Dodaj komentarz