Spalić wiedźmę – inna znaczy gorsza?

O czym jest ta książka?

Polska. Czasy w sumie nieokreślone, łączące w sobie współczesną technologię i charyzmę średniowiecznych królów. Sanika pełni na królewskim dworze rolę Pierwszej Czarownicy Polanii, co wiąże się oczywiście z wieloma przywilejami, niemniej jednak ma także swoje ciemne strony. Nie tylko te związane ze statusem celebryty i omawianiem życia prywatnego na łamach wszelkiego rodzaju brukowców. To także obowiązki chronienia króla i miasta, które czasem mogą okazać się niebezpieczne. Wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Czy czarownica, nawet tak potężna jak Sanika, poradzi sobie z tym, co nadchodzi w mroku?

Muszę przyznać, że ta książka zaskoczyła mnie jak żadna inna chyba do tej pory. I jak żadna pokazała mi, że wcale nie jestem taką super ekspertką i czasem potrzebuję więcej niż kilka stron, żeby stwierdzić, czy książka jest dobra. Kiedy bowiem dostałam propozycję zrecenzowania „Spalić wiedźmę” wraz z kilkoma pierwszymi stronami powieści, cóż, stwierdziłam, że to będzie raczej nieciekawa książka, ale mimo to zdecydowałam się ją przeczytać i zrecenzować. Jakże wielkie było moje zdumienie, kiedy podczas dalszej lektury okazało się, że powieść dosłownie mnie pochłonęła, tak fascynujące wydało mi się to wszystko, co było tam opisane. Przede wszystkim zaś główna bohaterka jest postacią, którą ciężko jest zapomnieć i ciężko jest nie śledzić jej losów. Przede wszystkim dlatego, że jest taką indywidualistką, jak kot, który chadza własnymi ścieżkami. Nigdy nie wiadomo, co wymyśli za chwilę. A pomimo to nie jest antypatyczna czy odpychająca. Wręcz przeciwnie – jest postacią, którą się lubi i którą zdają się lubić inni bohaterowie, pomimo jej wad. Albo dzięki nim, bo to przecież nigdy nie wiadomo.

Podoba mi się także to połączenie współczesności, niemalże ze średniowieczem, jakie pokazuje nam autorka „Spalić wiedźmę”. Przez moment wydaje się czytelnikowi, że trafił na dwór jakiegoś króla z przeszłości i że akcja rozgrywa się kilkaset lat temu, a potem z siłą rozpędzonego pociągu dociera do nas, że przecież ta wiedźma jechała samochodem. Służbowym na dodatek. Jak widać, bycie nadworną czarownicą ma swoje plusy. W każdym razie uważam, że to połączenie wypadło świetnie i nadaje książce nietypowego klimatu, przez co czyta się ją jeszcze lepiej. Napisana w lekkim stylu opowieść toczy się wartko i nie pozostawia miejsca na znudzenie czy zastanawianie się nad rozwojem wypadków. Trochę jak w filmie akcji, gdzie wszystko dzieje się błyskawicznie i moim zdaniem jest to zaleta. Nikt chyba nie lubi czytać rozwlekłych książek, w których nic się nie dzieje, a 90% objętości stanowią opisy przyrody. Nic takiego się tutaj jednak nie przydarza, więc nie ma się czego obawiać.

Jeszcze jedną sprawą, na którą warto zwrócić uwagę jest to w jak przemyślany sposób autorka wykorzystuje polskie podania i legendy w swojej książce. Robi to doprawdy fantastycznie, wplatając w dziejące się aktualnie wydarzenia dawne historie, które okazują się być prawdziwe. Dzięki temu możemy odwiedzić takie znakomitości jak bazyliszek czy Twardowski, który, nawiasem mówiąc, wcale nie uciekł na księżyc. Ach, jest także smok pilnujący zamku na Wawelu. To jest dopiero przeżycie. Bardzo mi się podobało to wykorzystanie postaci z legend i to, że stały się integralną częścią tej opowieści tak nienachalnie, że wydaje się, że bez nich nie byłaby to ta sama książka. W tym wypadku czerpanie z dostępnych źródeł, mam wrażenie, przyniosło znacznie lepsze efekty, niż tworzenie czegoś zupełnie od nowa. Dzięki temu książka jest niebanalna, wnosi do czytelniczego życia coś nowego i odmiennego od tego, z czym do tej pory mieliśmy do czynienia. Uważam, że na prawdę warto ją przeczytać, nawet jeśli, tak jak ja, uznacie, że pierwsze strony nie wprawiają was w zachwyt. Nie poddawajcie się, bo to tylko niewielki ułamek świetnej książki, godnej czasu poświęconego na jej przeczytanie.

Dodaj komentarz