Strażniczka bramy – niebezpieczna podróż

„Strażniczka bramy” to bardzo zdradliwa książka. Kładzie się z nią do łóżka, na chwilę przed zaśnięciem, po to, żeby przeczytać kilka stron, góra jeden rozdział. Ostatecznie nikt nie lubi przerywać lektury w połowie, prawda? I tak się ją czyta, czyta, czyta… I nagle okazuje się, że z jednego rozdziału zrobiło się kilka i już jest 23:00. „Jak to możliwe?! Przecież dopiero przed chwilą zaczęłam lekturę…”. Tak właśnie działa magia tego świata wykreowanego przez Michelle Zink. Jest tak wielka, że na prawdę trudno jej się oprzeć i w rezultacie książę pochłania się dosłownie za jednym zamachem. Kończąc z uczuciem pewnego niedosytu, bo wciąż chce się czytać więcej i więcej, przeżywać wciąż nowe przygody w drodze do rozwiązania proroctwa i poznawać wciąż lepiej Dimitriego.

Kim jest Dimitri? Cóż, pojawił się w życiu Lii dość niespodziewanie, dlatego też został potraktowany z jak największą podejrzliwością. Dziewczyna wie, że teraz nie może ufać już prawie nikomu, oprócz garstki najbliższych przyjaciół. Kiedy jednak Dimitri Markov niespodziewanie pojawia się w jej życiu po raz drugi, nie potrafi oprzeć się jego uczuciu i pozwala mu się sobą zaopiekować. A nikt nie wątpi o tym, że jest jej to teraz potrzebne bardziej niż kiedykolwiek: niebezpieczna wyprawa na Altus, tajemniczą wyspę Sióstr, staje się jeszcze bardziej przerażająca za sprawą goniącej ich Sfory, a także zdrady najbliższej przyjaciółki – Soni Sorrensen. Na wyspie Lia poznaje nowe, jak dla niej niezwykle dziwaczne, obyczaje dotyczące stroju i zachowania, a także odkrywa jak głębokie łączy ją uczucie z Dimitrem Markovem. Niedługo jest im jednak dane cieszyć się spokojem przepięknej wyspy. Umierająca Lady Abigail daje dziewczynie wskazówki, gdzie ukryte zostały brakujące stronice Księgi Chaosu, więc musi jak najszybciej wyruszyć na ich poszukiwanie. Przeszkodą na drodze do realizacji tego celu staje się fakt, że musi zadecydować, czy zatrzyma władzę nad wyspą, czy też zrzeknie się jej na korzyść kogo innego.

Moim zdaniem „Strażniczka bramy” jest jeszcze lepsza od swojej poprzedniczki i z niecierpliwością czekam, aż będę miała chwilę wolnego czasu na przeczytanie ostatniej części tej trylogii. Akcja dzieje się tu szybciej, z większym dynamizmem. Poznajemy Lię z innych stron, mamy szansę odkryć jej prawdziwą naturę, kiedy przestaje być ograniczana nakazami i zakazami swojego świata. To odważne uczucie jakim darzy Dimitriego dodaje jej wiele uroku. Staje się dzięki temu odważniejsza i pewniejsza siebie. I to właśnie mi się podoba w tej trylogii: że główna bohaterka się rozwija. Nie pozostaje wciąż tą samą dziewczyną, którą poznajemy na początku. Także to, że tylko i wyłącznie Lia jest tu narratorką działa na korzyść. Dzięki temu zachowana zostaje choć cząstka tajemnicy i nie możemy dowiedzieć się wszystkiego od razu, co odebrałoby cały urok tej książce. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych trylogii, jakie powstały w ostatnim czasie i ta część jest tego najlepszym dowodem.

Myślę, że nie trzeba specjalnie przekonywać, że jest to pozycja jak najbardziej godna zakupu, którego tradycyjnie już, można dokonać tu.

Dodaj komentarz