Studio Sex – a na koniec wielkie BUM!

„Studio Sex” Lizy Marklund to jeden z najlepszych kryminałów, jakie zdarzyło mi się czytać. Ta książka jest świetnie wyważona: w odpowiednich proporcjach zawiera zarówno dawkę sensacji oraz małego wglądu w ludzkie, nie zawsze różowe, życie. Nawet nie tylko jeśli chodzi o główną bohaterkę, także tych pobocznych „aktorów” pisarka obdarza głębią osobowości, o jaką czasem trudno nawet w dziełach najlepszych pisarzy.

Aby stworzyć na kartach papieru tych bohaterów, Marklund posługuje się niezwykłym stylem i językiem. Czyta się to, co ona napisze z największą przyjemnością. Nawet przetłumaczone, jej słowa brzmią bardzo charakterystycznie, wspaniale oddając wszelkie emocje, które towarzyszą czytaniu jej książek. Pod tym względem „Studio Sex” nie stanowi wyjątku. Także tutaj odnajdziemy świetnie skonstruowaną fabułę, napisaną językiem barwnym i bezpośrednim, a jednak wolnym od tak powszechnych dziś wulgaryzmów, że to po prostu chce się czytać.

W pewnym sensie kryminały Lizy Marklund przypominają mi te pisane przez Henninga Mankella. Co prawda pisarka na główną bohaterkę wybrała dziennikarkę, która z racji zawodu jest zazwyczaj po drugiej stronie barykady w stosunku do policjanta, jednak mimo to wiele łączy kryminały tej dwójki ludzi. Jako takie więc mogę ze spokojem polecić do przeczytania czy zakupienia na prezent dla bliskiej osoby. Książki tej autorki, a więc m.in. właśnie „Studio Sex” czy „Raj” są jednymi z najlepszych, wg mnie przynajmniej, w dorobku współczesnej literatury.

Dodaj komentarz