Świat czarownic w pułapce – Kolder raz jeszcze!

Kto raz przeszedł przez bramę przenoszącą w miejscu i czasie – dla tego nie ma już odwrotu. Właśnie tak wygląda wejście do świata czarownic: jeśli raz odbyło się tę podróż z Simonem chce się tam wracać wciąż i wciąż. Ten powrót do niezwykłego świata rządzonego przez czary jest niesamowity. I choć trudno go porównywać do pierwszej wyprawy, to jednak nic nie stracił na swojej wartości. Ta różnica wynika jedynie z tego, że wraca się do czegoś znanego, co w pierwszej części staje się niemal drugim domem, dla tego też powrót do tego miejsca jest jak powrót do miejsca, w którym się wychowaliśmy: wszystko jest znane, lecz wciąż nowe, każdy kamień, drzewo i budynek, lecz mimo to odkrywamy wciąż nowe elementy tego świata, które nas zaskakują.

W książce „Świat czarownic w pułapce” ponownie spotykamy się ze znanym nam doskonale Simonem, który teraz awansował i jest szczęśliwym mężem Jaelithe, byłej czarownicy. Cała akcja utworu zaczyna się od tego, że czarownica dowiaduje się, że nie utraciła całkowicie swych mocy, kiedy została żoną przybysza z innego świata. Wezwanie Loyse działa na nich oboje jednakowo, wybudzając ze snu. Małżonka Simona niezwłocznie udaje się do swoich zwierzchniczek, by odzyskać klejnot – symbol posiadanej Mocy. W tym samym czasie wojownik udaje się na poszukiwania Loyse, które zaprowadzą go do Karsu, gdzie dzieją się dość niespodziewane rzeczy. Stamtąd wyruszą do Yle, kolderskiej twierdzy, a później jeszcze dalej, do zamorskiej twierdzy żołnierzy przybyłych z innego świata, podobnie jak Simon. Odkrycie, gdzie znajduje się ich twierdza i przeniknięcie ich planów mogą być kluczem do pokonania jak dotąd niepokonanych Kolderczyków chcących podbić cały leżący w tym wymiarze świat. „Świat czarownic w pułapce” to także refleksja nad tym, co tak na prawdę w życiu ważne, ukazana z nieco odmiennej niż można by się spodziewać perspektywy.

Mogę śmiało powiedzieć, że jestem wręcz zafascynowana „Światem czarownic”, choć to słowo i tak w pełni nie odda mojego stosunku do tej książki. Jej kontynuacja nie zawiodła ani trochę, chociaż jeśli ktoś nastawia się na doświadczanie dokładnie tych samych uczuć, które towarzyszyły mu przy pierwszej części to się mocno zawiedzie. Nie jest to, jak zwykle bywa, spadek formy pisarza, czy brak pomysłu na książkę. Wręcz przeciwnie. I nie mówię o tych różnicach w sensie negatywnym. Wejście do świata czarownic to jak powrót we wspomnieniach do krainy dzieciństwa. Wszystko zastajemy na swoim miejscu, choć z drugiej strony nieco odmiennie poustawiane, niż gdy zostawialiśmy to ostatnim razem. To jedynie dodaje uroku tej książce i czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną. Podoba mi się również to, że autorka wypracowała w pierwszej części pewien styl i trzyma się go konsekwentnie dalej. Jednocześnie kończy i nie dopowiada pewnych wątków, jakby chciała powiedzieć czytelnikowi: „To jeszcze nie koniec.”

Dodaj komentarz