Szaleństwo aniołów – człowiek, który wyszedł z telefonu

Myślicie, że bilet komunikacji miejskiej to zwykły kawałek papieru? Jeśli tak, to was rozczaruję. Taki bilet możne nawet uchronić przed Głodem. Oczywiście nie tym z reklamy. Przed prawdziwym Głodem, który już raz zabił Matthew Swifta. Tylko, że tamten miał brązowe oczy, nie niebieskie i nie mówił o sobie „my”… A więc co się stało? Najlepiej byłoby zacząć od początku, czyli śmierci czarnoksiężnika. Kiedy pazury Głodu rozdarły jego ciało, ostatkiem sił doczołgał się do budki telefonicznej, wziął do ręki słuchawkę i wraz z ostatnim tchnieniem przekazał wszystko czym był do przewodów telefonicznych.

A teraz jest z powrotem w świecie żywych. Kiedy budzi się ze zdumieniem odkrywa, że jego brązowe tęczówki zastąpione zostały nowymi o najbardziej niezwykłym odcieniu niebieskiego, jaki kiedykolwiek widział. Szybko okazuje się, że nie jest mile widzianym gościem w mieście, a wszyscy jego przyjaciele nie żyją. Na dodatek niebieskie elektryczne anioły to nie jest coś, o czym ludzie chcą wiedzieć, że masz w sobie. Powiedzieć, że nie są tym zachwyceni, to w zasadzie nic nie powiedzieć. Jest jednak osoba, która pragnie ich najbardziej na świecie. I jest bardzo, bardzo głodna.

Powieść Kate Griffin to niezwykła fantastyczna podróż przez Londyn jakiego nie znacie. Chodząc po ulicach w rytmie całego miasta można odkryć, że magia jest wszędzie wokół nas. Trzeba tylko uważnie patrzeć, by ją dostrzec. Choć fabuła skoncentrowana jest w zasadzie na jednym wątku, w książce dzieje się tyle, że po prostu nie można się przy niej nudzić. Postać głównego bohatera, zabitego i ponownie wezwanego czarnoksiężnika, to jedna z moich ulubionych fikcyjnych postaci. Niemal widzi się go idącego przez miasto na spotkanie z kolejną przeszkodą. Pozostałe postaci są opisane równie dobrze i z równą dbałością o szczegóły, co bardzo mi się podobało. Ogólnie uważam, że to książka, która wnosi coś nowego do tego gatunku i to w świetnym stylu.

Dodaj komentarz