Szamanka od umarlaków – początek historii

???????????????????????????????????????

Co prawda jest to książka pierwsza w kolejności chronologicznej, a ja przeczytałam ją jako drugą, lecz w niczym to nie przeszkadza tak w sumie rzeczy. Obie powieści, mimo iż stanowią opis przygód tej samej bohaterki, są niejako odrębnymi książkami, które w rzeczywistości można czytać w dowolnej konfiguracji. Nie powiem, w jakiś sposób się ze sobą łączą, lecz autorka zadbała o to, aby nie opierać koncepcji drugiej części na całkowitym powielaniu fabuły z części pierwszej. Dzięki temu nawet zazębienia wydarzeń z „Szamanki od umarlaków” i „Demona luster” są dla wszystkich jasne i zrozumiałe. Takie podejście do tematu jest moim zdaniem całkiem logiczne i daje więcej satysfakcji czytelnikowi. A od autora wymaga większej inwencji, co zawsze zostanie docenione.

Ida urodziła się w rodzinie wybitnych czarodziejów. Pech chciał, że jednak jako czarna owca, czyli kompletnie niemagiczna dziewczyna. Mimo wszelkich wysiłków ze strony rodziców, młoda Brzezińska pozostała odporna na naukę czarowania i za nic w świecie nie zamierza porzucić swoich marzeń o życiu wśród normalnych, zwykłych ludzi. Kiedy więc jej rodziciele postanawiają wysłać ją pod skrzydła ciotki mieszkającej we Wrocławiu, a więc tam, gdzie dziewczyna zamierza rozpocząć studia, ona bierze sprawy we własne ręce, nie przejmując się ani trochę tym, co mają do powiedzenia. Jej wolność jednak nie trwa długo i już wkrótce musi, chcąc nie chcąc, oddać się pod opiekę Tekli, która ma za zadanie jednocześnie ją chronić, jak i przygotować do funkcji jaką ma do spełnienia Ida: ma ją wyszkolić na szamankę od umarlaków.

Nieczęsto zdarza się, aby dwie powieści traktujące o tym samym bohaterze wypadły tak dobrze i na tak równym poziomie zostały napisane. Trzeba jednak powiedzieć, że książkom Martyny Raduchowskiej, w których główną bohaterką jest Ida Brzezińska, nie można nic zarzucić. Ani jednej, ani drugiej. „Szamanka od umarlaków”, jako pierwsza, teoretycznie powinna różnić się nieco od swojej następczyni. Tak jednak nie jest i to mi się bardzo podoba, bowiem można spodziewać się, że przy następnym spotkaniu z tą autorką także się nie rozczaruję. To wspaniałe, mieć świadomość, że istnieje taki autor, do którego książek chce się wracać i odkrywać coraz to nowe jego oblicza.

Dodaj komentarz