Szare Płaszcze: Komandoria 54 – życie na pograniczu

O czym jest ta książka?

W wyniszczonym tajemniczą plagą świecie pogranicze Imperium to kiepskie miejsce do życia. Położone z dala od cywilizacji i słabo chronione, przyciąga do siebie przede wszystkim wszelkiego rodzaju przestępców. Stworzenie w tym miejscu oddziału Zakonu Szarych Płaszczy ma pomóc przywrócić spokój na tych ziemiach. Jednak czy wysyłanie tam nowo przyjętych rekrutów pod dowództwem człowieka, który powinien już odejść na zasłużoną emeryturę odniesie pożądany skutek? Zagrożenie stanowią nie tylko ci, którzy przychodzą z wnętrza Imperium. Także po drugiej stronie granicy znajdują się tacy, którzy chętnie powiększyliby swoje terytorium. A wraz z nimi nadciąga coś o wiele groźniejszego, coś nie z tego świata.

Książka „Szare Płaszcze: Komandoria 54” jest debiutancką powieścią autora. W mojej ocenie był to debiut udany. Oczywiście, są pewne niedociągnięcia, tu i ówdzie znajdzie się jakaś niekonsekwencja w tworzeniu świata przedstawionego czy postaci. Niemniej jednak żadnych poważniejszych błędów, jak dla mnie, autor tutaj nie popełnił i na ręce czytelników oddał całkiem ciekawą propozycję z gatunku fantastyki. Akcja dzieje się szybko, a trup ściele się gęsto – spotkałam się nawet z opiniami, że zbyt gęsto, mnie jednak to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego niektóre z głównych postaci zostały uśmiercone, co tak bardzo przeszkadzało czytelnikom, których opinie miałam okazję poznać. Także nie ma co narzekać, trzeba brać wszystko tak jak jest i czekać na ciąg dalszy, który mam nadzieję nastąpi. Muszę przyznać, że czekam na kontynuację z pewną dozą niecierpliwości, zarówno dlatego, że chciałabym poznać dalsze losy bohaterów, jak i po to, aby przekonać się w jaką stronę autor rozwinie się literacko. Mam nadzieję, że jeśli kontynuacja faktycznie powstanie, będzie jeszcze lepszą lekturą, niż ta o której teraz piszę.

Czytając „Komandorię 54” można odnieść wrażenie, że czyta się raczej zbiór opowiadań niż spójną całość. Tutaj ta granica pomiędzy jednym a drugim wydaje się być niezwykle cienka. Z jednej strony mamy w każdym z rozdziałów chronologicznie poukładane wydarzenia, z drugiej zaś każdy z nich stanowi niemalże odrębną, zamkniętą całość. Nie jest to może jakiś wielki błąd, który przeszkadzałby w lekturze, niemniej jednak jest to pewnego rodzaju niemiłe zaskoczenie, ponieważ takie przeskakiwanie czasowe z rozdziału na rozdział nie jest najczęściej stosowanym zabiegiem literackim. Przez to książka zdecydowanie traci na spójności fabuły, ponieważ poszczególne rozdziały wydają się być połączone jedynie wspólnym miejscem akcji oraz występującymi głównymi bohaterami. Stąd też moja nadzieja na kontynuację „Szarych płaszczy”. W takim wypadku miało by to więcej sensu, jako tom wprowadzający czytelnika w świat przedstawiony i zaznajamiający go z głównymi postaciami powieści. Na taki stan rzeczy wskazuje także mnogość wątków, które pozostały niedokończone dając czytelnikowi nadzieję na ciąg dalszy i rozbudzając chęć poznania ich losów. Jak się można przekonać podczas lektury, zapewne kilka z nich skrywa zagadkę znacznie większą, niż można by się po nich spodziewać.

Moim zdaniem największym plusem tej powieści są bohaterowie, a także sposób w jaki autor wciąga nas w ich świat. Na początku są jedynie przypadkową zbieraniną ludzi, którzy mniej lub bardziej dobrowolnie zgłosili się na służbę do Zakonu Szarych Płaszczy. Każdy z nich skrywa jakąś tajemnicę z przeszłości, bagaż doświadczeń, których lepiej nie wystawiać na widok publiczny. I to widać, że nic dla siebie nie znaczą, że nie nawiązała się jeszcze między nimi ta nic porozumienia, która prędzej czy później wywiązuje się pomiędzy ludźmi, którzy spędzają ze sobą dużo czasu na ograniczonej przestrzeni. Stopniowo jednak zaczyna się to zmieniać i kiedy zamykamy ostatnią stronę „Komandorii 54” czujemy się jakbyśmy opuszczali dobrych przyjaciół. Bo powoli i niepostrzeżenie także między czytelnikiem, a bohaterami książki nawiązała się ta nic sympatii, która połączyła postacie. Bardzo mi się to spodobało, ponieważ nie zawsze czuję się w książce jak miły gość, który wpadł z przyjacielską wizytą. Tutaj mi tego nie zabrakło w żadnym aspekcie i przede wszystkim ten czynnik sprawił, że książka aż tak mnie pochłonęła i była zdecydowanie jedną z przyjemniejszych lektur. Jak już mówiłam, teraz czekam na kontynuację i mam nadzieję, że się nie zawiodę wracając na Rubieże Imperium by spotkać się z tym dość niezwykłym oddziałem Zakonu Szarych Płaszczy.

1 komentarz

  1. Teraz nie mogę się doczekać, aż sama po nią sięgnę, bo już czeka sobie na mojej półce 😉

Dodaj komentarz