Szarlatańskie wersety. Rok w antykwariacie – w krainie guzików

Otwieram kopertę, wiem, że jest w niej książka, którą podjęłam się zrecenzować. Nagle ze środka wysypują się guziki. Zaskoczenie ogromne, niemniej jednak bardzo przyjemne. I już wiem, że to nie będzie zwykła książka, którą po przeczytaniu rzucę w kąt i nigdy już nawet o niej nie pomyślę. Zabranie się za napisanie tej recenzji zabrało mi nieprzyzwoicie dużo czasu. Jednak musiałam tę książkę przespać, przemyśleć i przechodzić. Bo to nie jest zwykły zbiór opowiadań, który można ot, tak sobie przeczytać. To coś więcej i mam nadzieję, że wszyscy, którzy będą mieli przyjemność ją przeczytać odczują to w ten sam sposób.

Przede wszystkim opisane tam jest zwykłe życie. Zwyczajni ludzie nagle stają się bohaterami opowieści niezwykłych, czy raczej w niezwykły sposób opisanych. Jak dla mnie to był wielki plus tej książki. Autor pokazuje w niej nasze lustrzane odbicie. Ale tak niezwykłe, że nie jesteśmy pewni, czy to na prawdę jest to, co widzimy. Podziwiam szczerze za ten niezwykły zmysł obserwacji, który zamienia wszystko w przygodę życia, który sprawia, że najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem staje się nagle małym cudem. To książka-bombonierka, każde opowiadanie można smakować, rozwijać z pozłoty jak najpiękniejszy prezent. Niespiesznie przewracając strony, by dowiedzieć się, czym jeszcze autor nas zaskoczy. „Szarlatańskie wersety…” to jedna z najpiękniejszych książek, jakie zdarzyło mi się czytać.

Wybaczcie, że tak długo trzymałam ją tylko dla siebie.

Dodaj komentarz