Szeptem – jak na skrzydłach

Popularne ostatnimi czasy są te książki, w których występują postaci fantastyczne. Można wręcz powiedzieć, że wampiry i inne „istoty nocy” przeżywają swój renesans, choć może teraz ta moda nieco już przemija. Zapoczątkowana została zdaje się przez sagę „Zmierzchu”, którego teraz już chyba nikt nie lubi… Nie o tym dziś jednak. Przyznaję szczerze, że „Szeptem” dostałam w swoje ręce już kilka lat temu, ale to taka książka, którą można polecić zawsze. Ja pochłonęłam ją w jeden dzień, to było dosłownie kilka godzin. Po przeczytaniu ma się wrażenie, że nadal się żyje w tym świecie. Świecie przystojnych upadłych aniołów, które chcą odzyskać skrzydła. Tajemnice, których pełna jest ta książka, tylko przydają niezwykłego uroku jej czytaniu. Ale ćśśśś… o niektórych mówi się tylko szeptem.

Dla niektórych może się wydawać, że to kolejna ckliwa opowiastka o miłości śmiertelniczki i istoty nadprzyrodzonej (i znów ten nieszczęsny „Zmierzch”), jednak styl tej pisarki jest kompletnie odmienny. Nie tworzy ona baaaardzo rozwlekłych historii, wręcz przeciwnie. Poza tym lekkość jej pióra nadaje „Szeptem” pewnej szczególnej aury, która zatrzyma Was przy niej z pewnością na dłużej.

P.S. Niedługo postaram się opisać „Crescendo”, a „Finale” jest na mojej liście do przeczytania, więc za pewne za czas jakiś pojawi się tu także.

Dodaj komentarz