Szkarłatny płatek i biały – czy prostytutka może dorosnąć?

Książka Michela Fabera „Szkarłatny płatek i biały” została określona manem powieści wiktoriańskiej, pomimo tego, że zaliczyć należy ją do literatury współczesnej. Skąd więc to określenie? To całkiem proste: autor przenosi nas w niej do angielskiego świata u schyłku XIX wieku. Po ulicach jeżdżą w dorożkach dostojne damy w pięknych kreacjach ozdobionych turniurami, a ich towarzyszami są eleganccy dżentelmeni. Tak właśnie ten świat wygląda na pierwszy rzut oka, jednak narratorka tej powieści prowadzi nas na początku w najciemniejsze zakątki Londynu z tamtego okresu, abyśmy mogli wspiąć się po szczeblach drabiny społecznej aż na sam szczyt, gdzie królują bale i surowa etykieta, gdzie dyktuje się ludziom, co im wypada, a co nie, tam, gdzie kłamstwo jest chlebem powszednim dla tych wszystkich ludzi, których życie jest jedynie grą pozorów.

Podobnie wygląda życie dziewczyny, którą można by określić mianem głównej bohaterki, bowiem na jej losach skupia się osnowa całej książki. Jest nią prostytutka, którą w pewnych kręgach określa się jako tą, która zrobi dla klienta dosłownie wszystko. Kiedy więc spotyka ją odmiana podłego losu, rzuca się na nią z całą swą młodzieńczą siłą. Swemu sponsorowi nie szczędzi ani rozkoszy ciała, ani duszy, coraz bardziej przekonując go, że jest w nim zakochana i nie pragnie już nikogo innego. Lecz to wszystko to nic innego jak zwykłe kłamstwa. Można by pomyśleć, że ktoś pokroju człowieka biorącego sobie utrzymankę, kiedy w domu czeka na niego żona i dziecko nie dałby się zwieść, a jednak… W końcu przebiegła kobieta dostaje to, czego pragnęła najbardziej, lecz wtedy okazuje się, że życie pod jednym dachem z kochankiem nie jest taką idyllą, jak jej się wydawało. Jej jedyną pociechą staje się praca z córką mężczyzny, który stanowi o jej bycie.

Z drugiej strony przyjrzyjmy się owemu sponsorowi. Człowiek na początku robi wszystko, aby zdobyć, jak mu się wydaje, wymarzoną kobietę. W pewnym momencie dochodzi do tego, że wprowadza ją do swego domu jako guwernantkę dla córki. Jednak w momencie, kiedy okazuje się, że musiałby poświęcić dla niej coś jeszcze oddala ją bez słowa racji, bez choćby zwykłego „Do wiedzenia pani”. I właśnie ta jego próżność, zapatrzenie w siebie i użalanie się nad swoim losem sprawiają, że traci właściwie wszystko, co było w jego życiu cenne. Lecz nawet wtedy nie potrafi docenić tego, co miał! I kto w ostatecznym rozrachunku wyszedł z tego wszystkiego z większą korzyścią? Nie mówmy jednak o korzyściach materialnych, bo te przychodzą i odchodzą, lecz o tych korzyściach, które da się pomierzyć jedynie swoją wewnętrzną miarą.

„Szkarłatny płatek i biały” to książka niezwykła z wielu powodów. Jednak tym, na którym chcę się skupić najbardziej jest język i kreacja bohaterów. Te dwie rzeczy sprawiają, że książka jest na prawdę dobra. Nawet wulgaryzmy, pojawiające się co jakiś czas w tekście, nie są w stanie zepsuć ogólnego wrażenia. Nie są użyte, by zaimponować czytelnikowi, lecz po prostu służą do opisania tego brudnego, perfidnego świata, w jakim przyszło żyć bohaterom. Ci z kolei zdają się być żywi; nie są tylko płaskimi postaciami, cieniami na ścianie. Podczas lektury wydaje się, że zejdą za chwilę z kart powieści, by odegrać swoje role jak w teatrze. I to właśnie jest najbardziej fascynujące, bowiem w pewnym momencie czytelnik zaczyna się czuć jak podglądacz, a kto nie lubi podglądać życia innych ludzi?

Dodaj komentarz