To – King i pożeracz dzieci

to

Czy widzieliście już To? To ukrywa się w kanałach pod miastem. Co dwadzieścia kilka lat budzi się ze snu by znów wyjść na polowanie, a celem są małe dzieci, takie, których lęki są najbardziej podstawowe, a więc najłatwiejsze do wyłapania. Tym razem jest jednak ktoś, kto się Temu przeciwstawi – całą siłą swego dziecięcego umysłu i wiary, że przedmioty codziennego użytku mogą stanowić broń na potwora z piekła rodem. To jednak dopiero połowa opowieści. Trzeba bowiem wiedzieć, że te same dzieci, a raczej dorośli, którymi się one stały, muszą raz jeszcze stanąć oko w oko z największym koszmarem, jaki kiedykolwiek zdarzyło im się w życiu przeżyć. Aby tego dokonać i zabić raz na zawsze To, muszą przypomnieć sobie wszystko co zdarzyło się tego lata roku, kiedy po raz pierwszy zeszli w kanały, kiedy nawiązała się ich przyjaźń.

Mogłoby się wydawać, że niewielkie miasteczko, jakim jest Derry w stanie Main nie kryje w sobie absolutnie żadnych tajemnic. Ot, niewielka miejscowość, gdzie nic się nie dzieje. A mimo to regularnie dochodzi tu do eskalacji zbrodni na dzieciach. I zazwyczaj wygląda to w ten sam sposób: początek i koniec okresu żerowania Tego zaznaczają dwa wielkie wydarzenia, w których krew leje się strumieniami. Ofiara, która musi zostać złożona, aby wszystko się dopełniło. Choć wielu dorosłych zauważa pewne niepokojące rzeczy, o których nie mówi się głośno, to jednak tylko dzieci potrafią zdać sobie sprawę z tego, co tak na prawdę egzystuje w rozległych podziemiach miasteczka. Tylko one potrafią dostrzec zło, które czai się w ciemności, mimo, że To potrafi także oddziaływać na dorosłych, posługując się nimi jak narzędziami, by zabijać.

Myślę, że „To” jest jedną z najlepszych powieści Kinga. Jest tam wszystko, co u niego najlepsze. Odpowiednia dawka horroru, czyli przerażająca postać mogąca zmieniać kształty wedle swojej woli oraz wątki psychologiczne, tutaj wyjątkowo mocno rozbudowane, jak chociażby utrata pamięci o tym, co stało się latem, kiedy dzisiejsi dorośli byli zaledwie dziećmi. Jak w przypadku innych książek Kinga, tak i tutaj spotykamy się z oddziaływaniem pomiędzy autorem a czytelnikiem na poziomie podświadomości. Może nie działa już to na mnie tak bardzo, jak kiedy byłam młodsza, nie mniej jednak i teraz bywały momenty, kiedy lektura była na prawdę przerażająca. Krwawe sceny to niemal znak rozpoznawczy tego pisarza. Ci, którzy na to liczą sięgając po „To” nie zawiodą się ani odrobinę. Nie mówiąc już o wszechobecnej magii, która ostatecznie pomaga przecież dzieciakom w ich (nie)codziennym życiu.

Dodaj komentarz