Traktat o łuskaniu fasoli – zwierzenia mędrca

„Nie oceniaj książki po okładce” – głosi słynne porzekadło. W tym wypadku chciałoby się zmienić tę „okładkę” na „tytuł”. Cóż bowiem może być ciekawego czy wręcz fascynującego w łuskaniu fasoli? I po co jeszcze pisać o tym traktat? Jeśli ktoś po przeczytaniu tytułu odrzucił to arcydzieło Wiesława Myśliwskiego, niech żałuje, bo to jedna z takich książek, które dają bardzo do myślenia, jednocześnie zapadając głęboko w pamięć. To taka pozycja, do której chce się wracać, by rozumieć coraz więcej i więcej.

„Traktat…” to historia całego życia opowiedziana w jeden dzień przygodnemu znajomemu nad łuskaną właśnie fasolą. Brzmi nudno? Ani trochę. Autor umiejętnie prowadzi opowieść. Jego bezimienny główny bohater przeskakuje od wątku do wątku, wciąż jednak zachowując spójną całość. Zmieniając czasy, w których dzieją się opowiadane przez niego wydarzenia, zmusza czytelnika do uważnego „wsłuchiwania się” w jego słowa. Po to, by niczego z tej opowieści nie przegapić. Każda część, każdy etap w jego życiu do czegoś prowadzi, na coś zwraca uwagę. Nic, co się dzieje, nie pozostaje bez echa, więc wszystko jest ważne.

Mądra, dająca bardzo do myślenia książka, o której się nie zapomina. Autor wkłada w usta swojego bohatera pewne mądrości życiowe, które przychodzą z wiekiem, z doświadczeniem. I dzieli się tym, z każdym kto tylko chce go słuchać. Ten anonimowy nieznajomy siedzący z nim nad tytułową fasolą to tak w gruncie rzeczy każdy z nas. Nie jest ważne, kim jest ten, który opowiada, ani ten, który słucha. To tylko postaci, w które poruszają ustami, wygłaszając to, co autor chciał wyrazić. „Traktat o łuskaniu fasoli” to książka bardzo głęboko sięgająca w człowieka. Nie tylko zmusza do tego, by przystanąć na chwilę, pomyśleć, lecz także do tego, żeby, być może zmienić coś. Stać się kimś innym poprzez przyjęcie tego wszystkiego co już za nami jako oczywistości i zaakceptowanie tego.

Dodaj komentarz