Trent Dalton „Chłopiec pochłania wszechświat” – fantastyczna historia z końca świata

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

Eli Bell to zwykły chłopiec mieszkający na obrzeżach Brisbane w Australii. Jego rodzina do zwyczajnych jednak nie należy. Składa się z brata Augusta, który w wieku sześciu lat postanowił przestać mówić, mamy Frankie, która swoje w życiu przeszła i zostawiła ich ojca wiele lat temu oraz Lyle’a – chłopaka Frankie. Chłopcy przeżyli trudne chwile, kiedy pod wpływem Lyle’a ich matka stała się ćpunką. Jednak i z tym ta dziwna rodzina sobie poradziła. Poważne kłopoty zaczęły się dopiero kiedy pewnego dnia spokój ich rodzinnej kolacji zakłócił Tytus Broz wraz ze swym nieodłącznym przybocznym, Iwanem Korolem. Lokalny boss zarządzający przemytem kokainy rozbił na zawsze rodzinę Eliego. Lyle został zabrany w niewiadome miejsce, ich matka trafiła do więzienia za rozprowadzanie narkotyków. A chłopcy trafili pod opiekę ojca, którego nie widzieli od lat i którego tak na prawdę nie znali. Od tego czasu Eli Bell wstąpił na ścieżkę naprawienia swojego życia i przywrócenia równowagi w swojej rodzinie. Nawet jeśli miałoby to zająć dużo czasu.

„Chłopiec pochłania wszechświat” to świetna książka. Miejscami magiczna, w innych przerażająco brutalna. Opowiada przede wszystkim o dwóch niezwykłych chłopcach – braciach Bell. Jeden z nich, mimo, że postanowił się nie odzywać, wydaje się mieć odopowiedzi na wszystkie pytania tego świata, które zapisuje palcem w powietrzu. Drugi zaś choć go podziwia i stara się podążać jego śladem, to jednak z czasem zaczyna wybierać własną ścieżkę. Niezależnie jednak od dzielących ich różnic chłopcy są zawsze oparciem dla siebie, w każdej sytuacji. Po prostu starają się wieść zwykłe życie w tym nie najłatwiejszym miejscu, jakim są przedmieścia Brisbane. Życie jednak podsuwa im ciągle nowe przeszkody, które muszą pokonywać z całym swoim sprytem i pomocą rozlicznych, czasem dość zaskakujących, przyjaciół. Były więzień, znany również jako Houdini z Boggo Road zostaje ich niańką, a za jego namową Eli nawiązuje korespondencyjną znajomość z jednym z wysoko postawionych członków motocyklowego gangu ciągle jeszcze pozostającym za kratkami. Wszystkie te małe i większe wydarzenia i zawierane przez chłopców znajomości nie tylko kształtują ich samych, ale również mają niebagatelne znaczenie dla ich przyszłości.

Trent Dalton w swojej debiutanckiej książce czaruje swoich czytelników i robi to z wielkim wdziękiem. W tę opowieść o ciężkim i często trudnym dzieciństwie i dorastaniu braci Bell udało mu się wpleść wiele ciepła, nadziei, ale też najprawdziwszej magii schowanej pod płaszczykiem dziecięcej rozbuchanej fantazji. Nie da się ukryć, że robi to naprawdę wielkie wrażenie. Wszytskie wątki w tej powieści są ściśle ze sobą połączone i poprzez meandry fabuły prowadzą nas dokładnie tam, gdzie autor chce, abyśmy się znaleźli. Po drodze raczy nas również różnymi dygresjami, świetnie oddającymi charakter głównego bohatera, który jest również naszym narratorem. Już od pierwszych stron dowiadujemy się o tym, jak łatwo Eli się rozprasza, jego myśli krążą wokół mnóstwa różnych tematów, a przede wszystkim wspomnień, które uczy się gromadzić na zasadzie skojarzeń z najbardziej banalnymi otaczającymi nas na co dzień przedmiotami. Taki sposób prowadzenia fabuły pozwala również autorowi na wprowadzenie ważnych wydarzeń z przeszłości chłopców. Takich, które mają niewątpliwy wpływ zarówno na ich obecną sytuację, jak i na przyszłe wydarzenia. Poza tym pozwala czytelnikowi nawiązać głębszą relację z głównym bohaterem po trosze tłumacząc pewne aspekty jego charakteru czy zachowania.

Podchodząc do lektury tej powieści miałam dość mieszane uczucia. Nieznany mi zupełnie autor, którego debiutancką książkę trzymała w dłoniach musiał się bardzo postarać, aby zaskoczyć mnie czymś nowym i nietypowym. I „Chłopiec pochłania wszechświat” okazał się być taką właśnie książką. Świeżą i zdecydowanie nietypową. Jedyną poważną wadą, którą w niej widzę (i dlatego nie dostała ona oceny 5/5) jest fakt, że główny bohater Eli Bell zupełnie się nie zmienia w ciągu całej powieści. Kiedy poznajemy go jako dwunastolatka i później kiedy jest już nastolatkiem, a nawet dorosłym facetem – jego umysł funkcjonuje dokładnie tak samo. Takie potraktowanie bohatera być może przeszłoby niezauważone, gdyby powieść została napisana w konwencji wspomnień. Tutaj jednak wyraźnie śledzimy bieżące wydarzenia z perspektywy Eliego. Trudno mi sobie wyobrazić, że chłopak, który ma 12 i 17 lat myśli dokładnie w ten sam sposób. To, co sprawdzało się jako naiwność i niedoświadcznie dziecka zdecydownaie nie ma racji bytu jako cechy znacznie dojrzalszego nastolatka. To niedociągnięcie jednak to jedyna rzecz, jakiej mi zabrakło w tej powieści. Poza tym uważam ją za świetny kawałek prozy i uważam za absolutnie godną polecenia wszystkim. Ma w sobie wszytskie składniki, które czynią ją czymś więcej niż tylko kolejną powieścią rozdmuchaną przez hordę marketingowych specjalistów na jaką wyglądała z początku.

  • Fabuła
  • Kreacje postaci
  • Język
4.3

Podsumowując:

Świetna historia i do tego świetnie napisana.

Dodaj komentarz