Trupojad i dziewczyna – przygoda w innym wymiarze

O czym jest ta książka?

Adriana lubi adrenalinę. Bardzo dobrze więc czuje się na torze, który pokonuje szybciej niż ktokolwiek inny. Niestety, jak wszystko co dobre, także i to musi kiedyś mieć swoje zakończenie. Tym razem raczyło się ono objawić w postaci Kota – czarnego z iście kocimi ślepiami, których spojrzenie doprowadziło do nieomal śmiertelnego wypadku. Wiadomo, współczesna medycyna potrafi zdziałać cuda, jednak przeniesienie do innego wymiaru nie śniło się chyba nawet najlepszym medykom. Niemniej to właśnie przytrafia się Adrianie, tudzież Pani Klątwie jak nazywają ją w tym innym świecie. Szybko okazuje się, że cała ta historia, łącznie z czarnym Kotem na torze, miała na celu jedno: wyjaśnienie tajemnicy Trupojada. Na szczęście dziewczyna w tym obcym dla siebie świecie (gdzie wszyscy doskonale ją znają) nie zostaje sama, choć trudno się w końcu rozeznać, kto tu przyjacielem, a kto wrogiem.

Odkąd zobaczyłam okładkę „Trupojada i dziewczyny”, wiedziałam, że chcę przeczytać tę książkę. Zarówno okładka, jak i tytuł na długi czas pogrążyły mnie w rozmyślaniach, co też może si pod tym wszystkim kryć. Kiedy więc w końcu przyszedł czas na rozpoczęcie tak upragnionej lektury, byłam tym faktem mocno podekscytowana. I, niestety, nieco się rozczarowałam. Nie mogę powiedzieć, żeby książka całkowicie mi się nie podobała, jednak mój bardzo rozbudzony literacki apetyt nie został też w pełni zaspokojony. Przede wszystkim chyba z powodu fabuły. Jest w niej coś, co sprawia, że czytelnik w pewnym momencie lektury ma wrażenie błądzenia po omacku. Niby wszystko przykładnie dzieje się jedno po drugim, lecz wszystko razem jakoś tak do siebie nie bardzo pasuje. Jakby nie wiadomo było, co zrobić dalej, więc stało się po prostu cokolwiek. Już mniejsza o to, czy jest to związane z fabułą w jakiś logiczny sposób, czy też to połączenie jest mocno naciągane. Sprawy nie poprawia także fakt, że w sumie poszukiwania tytułowego Trupojada powinny być wątkiem pierwszoplanowym, ale jakoś tak się składa, że w sumie Pani Klątwa ma ciągle coś innego do roboty i w końcu poszukiwany znajduje się sam z siebie. Dość to wszystko dziwnie się układa trzeba przyznać. Pozytywne w tym całym zagmatwaniu jest to, że rozwiązanie zagadki okazuje się być, powiedziałabym, mocno zaskakujące. Także jest to taka perełka pozostawiona na sam koniec.

Zdecydowanie mocnym i bardzo pozytywnym akcentem są w tej powieści jej bohaterowie. Adriana vel Pani Klątwa (w zależności od świata, w którym aktualnie się znajdujemy) to dziewczyna, której na prawdę nie da się nie lubić. W którymkolwiek wcieleniu. Chociaż tę pierwszą mamy okazję oglądać raczej sporadycznie, to dowiadujemy się o niej kilku ciekawych faktów. Po pierwsze uwielbia się ścigać, o czym była już mowa w opisie książki. Po drugie poznajemy jej dziewczynę, choć przed rodzicami udają, że tylko bardzo się przyjaźnią. Jest to dość ciekawa sprawa, ponieważ po przeniesieniu się do innego wymiaru Pani Klątwa nagle staje się stuprocentową heteroseksualistką, która zalicza nawet mały romansik z jednym ze swoich pomocników. Ot, taka ciekawostka, jak to ludzie się zmieniają, kiedy ich wrzucić do innego wymiaru. Jak się okazuje, Pani Klątwa nie jest jeszcze najbardziej niezwykłą z postaci, jaką możemy spotkać w równoległym Krakowie. Zmienia się przede wszystkim samo miasto, a więc i z nim jego mieszkańcy. A nasza bohaterka dziwnym trafem ma okazję spotkać się z nimi wszystkimi. Z tych bardziej niezwykłych można by wymienić Śmierć i Jej Uczennicę. Po co Śmierci Uczennica? W końcu każdy chciałby kiedyś odejść na zasłużoną emeryturę. Ich widok raczej nie należy do popularnych, bowiem ten, kto je ujrzy może być pewien, że już nie należy do świata żywych. Jak widać stan śpiączki farmakologicznej także się w to wlicza.

Generalnie rzecz ujmując „Trupojad i dziewczyna” to taka dość przeciętna raczej książka. Nie wyróżnia się tak na prawdę niczym szczególnym – ani na plus ani na minus. Jest to fantastyka z rodzaju tych, które przyjemnie się czyta, jednak dość szybko zapomina o całej sprawie. Obok fajnie skonstruowanych bohaterów uwagę zwraca także i to, że książka jest napisana bardzo przyjemnym językiem. Dialogi pomiędzy poszczególnymi postaciami są niewymuszone i okraszone subtelną nutką humoru. Trzeba więc przyznać, że pod tym względem, jest to na prawdę dobra książka i rzeczywiście warto po nią sięgnąć. Bardzo podobał mi się również świat wykreowany przez autora w tej alternatywnej rzeczywistości, do której trafia nasza bohaterka. Pomieszał ze sobą kilka różnych baśni, z każdej biorąc jakieś charakterystyczne odniesienia, przekształcił Kraków w miejsce bardziej mroczne i bajkowe niż jest w rzeczywistości, a na sam koniec wrzucił to wszystko w inny wymiar, do którego zwykli ludzie nie mają dostępu. Wszystko to razem sprawia, że chcemy na dłużej pozostać w tym dziwnym i niebezpiecznym, ale jakże fascynującym świecie. Przede wszystkim po to, żeby wydrzeć mu wszystkie schowane przed nami tajemnice.

2 komentarzy

  1. Po części się zgadzam. Było ciekawie i zaskakująco, jednak w ostateczności uważam, że to raczej fantastyka dla młodszych nastolatków. 🙂

    1. Justyna says: Odpowiedz

      Dokładnie! „Młodsze nastolatki” z pewnością docenią tę książkę. 😉

Dodaj komentarz