Tygrysie wzgórza – kochać i przebaczać

Indyjska kultura ma w sobie wiele uroku, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jednak pewne jej aspekty budzą pewne zastrzeżenia czy wręcz sprzeciw. Autorka „Tygrysich wzgórz” pokazała doskonale te dwa oblicza Indii. Jednocześnie piękno i okrutność, mieszające się ze sobą, przenikające się, uzupełniające nawzajem. Ta opowieść o losach dwojga mieszkańców Kodagu, którzy od dziecka byli „nierozłączni jak dwa ziarenka kardamonu w strąku” to jednocześnie obraz całego przepychu i piękna Indii. Pokazuje, na tle tej nieszczęśliwej historii, nie tylko piękno tego kraju, lecz także zwyczaje jego mieszkańców, obrzędy i wierzenia. Opisuje bogów, których wyznają. A także jego historię pod rządami Anglików.

Narodziny Dewi, głównej bohaterki, poprzedzone zostały znakiem od bogów, który miał towarzyszyć jej w dalszym życiu. Była jedyną córką wielkiego wojownika, toteż była ulubienicą całej rodziny, przez wszystkich rozpieszczaną. Kiedy pewnego dnia z sąsiedniej wioski przybyła jej ciotka wraz ze swym malutkim synkiem, Dewi niemal od razu stała się jego stałą towarzyszką. Kiedy cierpiał po samobójczej śmierci swojej matki, to ona przyszła, by go pocieszyć. Lata mijały, a dzieci były nierozłączne, toteż gdy zadecydowano, że Dewanna ma uczyć się w szkole misyjnej, nie było innego sposobu jak posłanie tam wraz z nim Dewi – inaczej nie dałby się do tego pomysłu przekonać. Wydawało się, że ich los, wspólny los jest przesądzony. Kiedy jednak Dewi na tygrysim weselu spotyka Maću, pogromcę tygrysa, już wie, że nie ma dla niej innego mężczyzny – tylko ten jedyny. Zauroczona niezwykłym wojownikiem odpycha Dewannę coraz bardziej. Ten jednak nie zrażony, i zakochany w niej już wtedy, chce za wszelką cenę ją zdobyć. Okrutne zrządzenie losu spowoduje, że jego największe marzenie się spełni: Dewi zostanie jego małżonką, a także urodzi mu syna. Jednak cena, jaką przyjdzie mu się za to zapłacić okaże się niebotycznie wysoka…

Powiem szczerze, że „Tygrysie wzgórza” to dzieło tyleż monumentalne, co dość… niezręcznie napisane. Takie określenie chyba pasuje tu najlepiej. Na początku zapowiada się wcale nieźle. Piękna dziewczyna spotyka pogromcę tygrysa i już wie, że to on jest jej wybrankiem na całe życie. Ciekawy jest także wątek Dewanny. Ale potem… Potem wszystko się sypie. Każdy z bohaterów jest ostatecznie w większym lub mniejszym stopniu nieszczęśliwy. Każdy związek jest nieudany i w efekcie historia z pięknej staje się jakąś łzawą parodią wielkiego miłosnego dramatu. Feralne decyzje bohaterów to tylko jedna ze spraw, które mnie w tej książce uwierały. Ograniczenia kulturowe swoją drogą, ale takie pokierowanie losami dosłownie wszystkich bohaterów zakrawa na jakiś dziwny żart. Nie mam pojęcia, co też autorka chciała osiągnąć sprowadzając na wszystkich dookoła nieszczęście w miłości, lecz na pewno nie udało jej się stworzyć przez to jednej z piękniejszych opowieści o miłości jak twierdzą niektórzy. Nie powiem, książka ma swoje dobre strony: jest napisana świetnym językiem, a autorka, co by o niej nie mówić, ma na prawdę dobry styl pisania. Czyta to się przyjemnie, lecz przecież nie same opisy przyrody stanowią całą ozdobę książki…

Gdyby ktoś chciał się skusić na zakup, to zapraszam tutaj.

Dodaj komentarz