Ulica świętego Wawrzyńca – zwykła opowieść

Krystyny Siesickiej nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Szczególnie młodzieży, bo w końcu to dla tej grupy wiekowej pisze ta autorka. Co prawda nie jestem jej wielką fanką, lecz postanowiłam sięgnąć po jedną z jej książek, aby przekonać się co z tego wyniknie…

Już na samym początku spotykamy Wojtka, który zdaje się mieć na drugie imię „syn burmistrza”. Ludzie, pod powłoczką uniżonego szacunku, po cichu uważaj, że jest dość… niezwykłym człowiekiem, bo pisze wiersze, zadaje dziwne pytania i uważa, że myślenie wcale nie jest takie złe. Oprócz niego mamy również okazję poznać i całą jego rodzinę. Obie babcie, dziadka, stryja z jego rodziną, no i oczywiście rodziców Wojtka – burmistrza i jego małżonkę. Integralnie z nimi ukazuje nam się też cała ulica Świętego Wawrzyńca, właśnie na święto swojego patrona. Jest też oczywiście tajemnicza Wianka, dziewczyna przypadkowo zobaczona na peronie. Lecz taka, jakby wyszła wprost z jego marzeń.

Główny bohater, ku memu zdumieniu, w trakcie czytania okazuje się zupełnie inny, niż wydawało się na początku. Przyznaję, że zaskoczenie było nawet bardzo miłe, ale jednak jakoś nie jestem przekonana do tego typu postaci. Autorka umiejętnie buduje swoją opowieść skupiając się tak na prawdę w jednym miejscu i na jednej postaci. Mogłoby by to być nużące, a jednak wcale takie nie jest. Tym bardziej, że zajmujące jest oglądanie tego jak Wojtek zmienia się w czasie rozwijania się powieści. Pokazując zwykłe życie zwykłych ludzi na najnormalniejszej ulicy w całkiem przeciętnym miasteczku, Siesicka wplata tematy trudne i zajmujące dla młodego człowieka. Pierwsza miłość, dorastanie, rodzinne tajemnice. Książka, choć wydaje się być z pozoru nieco nudną, po chwili się staje się nieoczywista. Zdecydowanie polecam młodszej części miłośników literatury.

Dodaj komentarz