Uwikłani. Na zawsze – zakończenie bajki o Kopciuszku

O czym jest ta książka?

To już koniec naszej bajki o Kopciuszku i przystojnym księciu. Jednak zanim będziemy mogli rozkoszować się szczęśliwym zakończeniem, czeka nas kilka niemiłych niespodzianek. Chociaż Alayna i Hudson radzą sobie w tym niełatwym dla obojga związku jak mogą, to jednak cień na ich szczęście rzuca nie taka znów niewinna przeszłość biznesmena. Co prawda padły wielkie słowa o tym, że liczy się tylko miłość i zaufanie, a reszta nie ma znaczenia, jednak kiedy kobieta ma swoje podejrzenia nic jej nie zatrzyma. A prawda ma niestety to do siebie, że potrafi bardzo głęboko zranić. Czy więc spełni się tytułowe na zawsze? Nowe fakty stawiają wspólną przyszłość tej pary pod wielkim znakiem zapytania. Czy będą umieli wybaczyć sobie dawne błędy i zawalczyć o to uczucie?

Zazwyczaj nie lubię recenzować kolejnych książek z cyklu. Przede wszystkim dlatego, że albo w kolejnych książkach dzieje się dokładnie to samo, tyle że w innych okolicznościach, albo bohaterowie nie zmieniają się ani trochę pod wpływem tego, co im się przydarza. W obu tych przypadkach wieje nudą. Na szczęście trylogia Uwikłani ma w sobie coś, co mnie przyciągnęło i w zasadzie każda część ma do zaoferowania czytelnikowi coś ciekawego. Tak pod względem zróżnicowania fabuły, jak i rozwoju bohaterów. Bardzo mi się podoba oglądanie jak zarówno Alayna, jak i Hudson zmieniają się pod swoim wzajemnym wpływem. Pomysł na intrygę jest dość klasyczny w tym kończącym trylogię tomie, niemniej jednak autorka poradziła sobie z nim doskonale. W połączeniu z napisanymi z klasą scenami rozbieranymi daje na prawdę świetny efekt. Czytając tę trylogię nie miałam wrażenia, że została napisana na kolanie, niestarannie po to tylko, aby zarobić jak najwięcej pieniędzy. Tutaj widać, że autorka chciała stworzyć coś, co będzie się przyjemnie czytało, z fabułą, wyrazistymi bohaterami i wszystkim, czego potrzeba dobrej książce. Zupełnie różni się to od większość komercyjnych szmir, jakie mamy okazję widzieć obecnie na półkach z literaturą erotyczną. Byłoby na prawdę świetnie, gdyby to poszło bardziej w stronę takich właśnie powieści

Trzecia powieść, jak na część kończącą cykl przystało, zmierza ogólnie do tego, aby pozostawić czytelnika z odpowiedziami na wszystkie nurtujące go pytania. Nawet jeśli czasem prawda może okazać się nazbyt bolesna, to jednak dążymy do tego, aby ją poznać. Tak samo też czyni Alayna, a jak czytelnicy poprzednich części doskonale wiedzą – potrafi to robić. Muszę przyznać, że byłam nieco zaskoczona rozwiązaniem zagadki i w sumie to jest wielka zaleta tej książki. Nie jest schematyczna, nawet jeśli nieco przewidywalna. Cóż, tytuł niejako narzuca nam wiedzę o tym, jak cała historia się skończy. Trudno jest więc nie użyć słowa „przewidywalne”. A mimo to pewne wątki nie są wcale tak proste i przejrzyste jak mogłoby się nam wydawać na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim dzięki temu, że bohaterowie się rozwijają, zmieniają w miarę jak pisze się ich wspólna historia. To zdecydowanie dodaje smaczku tej powieści i sprawia, że nie jest to nudne powtarzanie utartych już dawno szlaków, lecz budowanie własnego świata na znanych fundamentach. I jeśli nawet podstawy są nam znane, to jednak udekorowane w niebanalny i niepowtarzalny sposób dają efekt czegoś nowego.

Na koniec będzie jak zwykle o języku powieści. Muszę powiedzieć, że jest zdecydowanie lepiej niż było w pierwszej części i to doceniam. Na prawdę, muszę przeczytać tę trylogię w oryginale i sprawdzić, czy użyte tam wyrażenia brzmią tak samo infantylnie, jak w języku polskim. Jako że jest to post po trosze podsumowujący całą trylogię to pozwolę sobie wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Jest to literatura erotyczna, więc siłą rzeczy sceny łóżkowe są tutaj częstsze i bardziej szczegółowo opisane niż w innych powieściach. Jeśli jednak czytelnik liczy na jakieś bardzo pikantne czy wyuzdane opisy to równie dobrze może od razu odłożyć tę trylogię na półkę i o niej zapomnieć. Dla mnie to było wielkim plusem w każdej z części: autorka nie starała się nikogo zniesmaczyć czy zaszokować scenami erotycznymi. Wręcz przeciwnie, opisywała je z wielkim wdziękiem i klasą jakiej niestety bardzo brakuje niektórym dzisiejszym twórcom. Składam jej głęboki ukłon za to, że potrafiła poprowadzić narrację w newralgicznych momentach w tak delikatny sposób. Jeszcze nie widziałam lepszego połączenia „szaleństwa zmysłów” z prawdziwą miłością. Ze stron tej powieści po prostu przebija autentyczne uczucie i to jest w tym przypadku kluczem do sukcesu.

Dodaj komentarz