W wilczej skórze – człowiek czy zwierzę?

Ostatnimi czasy panuje „moda” na kryminały ze Szwecji. Popularne są takie nazwiska jak: Larsson, Edwardson czy Läckberg. Może jednak warto odświeżyć nieco inne spojrzenie na kryminał i przenieść się w zupełnie inne rejony Europy. Tam, gdzie zabiera nas autorka „W wilczej skórze”, nie ma wielkich miast, w których grasują groźni mordercy. Ona tworzy zupełnie inny klimat, tak dalece odbiegający od tych znanych z innych współczesnych kryminałów, że aż mamy ochotę wyjechać do takiego właśnie malutkiego miasteczka zagubionego gdzieś w górach i zapomnieć o wszystkim.

Do parku, po latach nieobecności, wraca wataha dzikich wilków. Obserwujący je strażnicy są ucieszeni tą nagłą odmianą. Także okoliczni mieszkańcy nie mają nic przeciwko temu, aby te piękne zwierzęta mieszkały w ich sąsiedztwie. Niestety, do czasu. W pewnego dnia tę sielankową wręcz egzystencję zakłóca seria ataków na stada owiec. Nie są to jednak zwykłe napaści: to brutalne, wręcz bestialskie bezsensowne rzezie. Mimo, iż wszystko wskazuje na to, że to zwierzęta z Mercanotur, lecz według tych, którzy znają ich obyczaje, tak wielkie okrucieństwo nie leży w ich naturze. Jednak zdenerwowanych ludzi nie tak łatwo uspokoić. W strachu o siebie i swój dobytek postanawiają sami rozprawić się z bestiami. Kiedy ginie farmerka Zuzanna, powszechnie poważana kobieta, po okolicy rozchodzi się pogłoska, że sprawcą napadów są nie wilki, lecz wilkołak – człowiek, który zmienia się w zwierzę. O tej historii dowiaduje się Admasberg, komisarz policji, wychowany w Pirenejach. Także dla niego te ataki wydają się niezbyt naturalne i wątpi, by były dziełem wilków. Tymczasem na miejscu jego dawna dziewczyna, Kamila, teraz związana z kanadyjskim traperem, Lawrencem, na własną rękę próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, kto stoi za tymi rzeziami. Wraz z synem i najbliższym współpracownikiem Zuzanny wyrusza w niebezpieczną podróż śladem tajemniczego zwyrodnialca.

„W wilczej skórze” to jedna z tych książek, które czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, lecz także z pewną dawką adrenaliny. Nie jest to tak typowo zbudowany kryminał, co już staje się plusem tej książki. Malownicze krajobrazy, nad którymi autorka się jednak nie rozwodzi, piękne, dzikie zwierzęta i mroczny klimat jaki towarzyszy głównych bohaterom przez cały czas trwania powieści zdecydowanie działają na czytelnika. Akcja rozwija się bez niepotrzebnych przestojów, a zakończenie, no cóż. Jedni się domyślą, inni nie, jednak myślę, że dobrze włącza się w całość historii i jest tu jak najbardziej na miejscu. Dużą zaletą jest także język i styl, jakim operuje autorka. Jest na prawdę przyjemny, więc „W wilczej skórze” czyta się z jak największą przyjemnością.

Dodaj komentarz