Wieczni – uciekając przed samym sobą

Książka „Wieczni” kojarzy mi się przede wszystkim z zimą. Trzaskającym mrozem na zewnątrz, kiedy chce się tylko siedzieć w domu pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej czekolady w ręku. To jedna z tych bardzo plastycznych książek, gdzie bez trudu możemy wyobrazić sobie wszystko to, co dzieje się z bohaterami. A trochę tego jest, biorąc pod uwagę wiek głównej bohaterki. Mimo wszystko nie jest to książka o wampirach, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Myślę raczej, że chodziło w niej o pokazanie pewnych cech ludzkiej natury, które nie zmieniają się niezależnie od tego, ile czasu minęło i z pokolenia na pokolenie wciąż przekazywane są te same błędy i przekonania. Wydawało by się, że coś się kiedyś zmieni, lecz w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że jednak to wciąż to samo.

Tym, co szczególnie mi się podobało w tej powieści, było to, z jaką lekkością autorka przeskakiwała z przeszłości do teraźniejszości i na odwrót. Moim zdaniem jest to bardzo duży plus tej książki. Konfrontacja tego co było z tym co jest teraz. Czy na prawdę jesteśmy bardziej cywilizowani i wyzwoleni niż ludzie żyjący kilkaset lat temu? Książka zdaje się mówić nam, że wcale nie jesteśmy tacy, za jakich się uważamy. Autorka pokpiwa z tego w sposób nieco zawoalowany, niemniej jednak trzeba przyznać, że udało jej się napisać książkę, która zmusza czytelnika do zastanowienia się nad pewnymi sprawami.

Dodatkową zaletą, która z pewnością przemawia na korzyści tej książki, jest styl jakim posługuje się autorka. Mimo dość lekkiego z pozoru tematu ona potrafiła tam zawrzeć coś więcej, w bardzo delikatny sposób. To mi się bardzo podobało, ze potrafiła w przedstawić to w na prawdę prosty sposób.

Dodaj komentarz