Wielka księga horroru t. 1 – boisz się już..?

Z racji tego, że jest to antologia recenzja będzie wyglądała nieco inaczej niż zazwyczaj. W ogólnym zarysie przedstawię opowiadanie, które podobało mi się najbardziej i najmniej, a poza tym postaram się rzec słów kilka o całości tego zbiorku opowiadań spod znaku horroru. Chcąc nie chcąc ciśnie się na usta (przynajmniej mnie) fraza „suma wszystkich strachów”, ale, jak to mówią, żarty na bok i bierzemy się do pracy.

Opowiadaniem, które moim zdaniem wypadło w „Wielkiej księdze horroru tom 1” najlepiej jest… Właściwie są, bo nie mogę się zdecydować, które jest lepsze, więc podam dwa: Głęboko oraz Których zostawiamy. Jedno i drugie wyróżnia się w jakiś sposób, ma w sobie to coś, co sprawia, że to konkretne opowiadanie zapada w pamięć. W przypadku tak krótkich form wypowiedzi trudno mówić o jakoś szczególnie rozbudowanej fabule, jednak warto zwrócić uwagę na to, że w jednym autor odświeżył dość oklepany mimo wszystko pomysł i tchnął w niego nowe życie tworząc coś oryginalnego. W drugim przypadku mamy do czynienia z dość niecodziennym pomysłem na horror. I właśnie w tym tkwi cały urok tego opowiadania: łączy w sobie tyle różnych gatunków, oprócz tego głównego, że staje się literackim misz-maszem, który czyta się z wielką przyjemnością. Oczywiście do nich obu mam też drobne zastrzeżenia, lecz tym razem pominę je milczeniem, bowiem w tym przypadku plusy przesłaniają minusy.

Konkurs na najgorsze opowiadanie wygrywa w dzisiejszym odcinku to zatytułowane Moja. Jest po prostu koszmarne. I nie chodzi wcale mi tu o poziom grozy. Przeraża raczej poziom literacki autora. Nie bardzo wiadomo przede wszystkim jaki w ogóle był cel i sens napisania tego opowiadania, ani jakie jest jego przesłanie. O ile w ogóle jakieś jest. Poza tym, autor stosuje wiele, zbyt wiele!, porównań, które nie tyle niczemu nie służą, co są niezrozumiałe czy wręcz nielogiczne. Może po prostu jestem za głupia, żeby zrozumieć o czym jest mowa i docenić styl tego pisarza, ale ja naprawdę tego „nie ogarniam”. Przywodzi mi to nieco na myśl książkę Krystiana Bali „Amok”, które co prawda nie czytałam w całości, lecz krążące po sieci fragmenty dość dobrze obrazują styl, jakim posługuje się autor. Tak więc to opowiadanie jest najgorszym z najgorszych w tym zbiorze.

Poza tymi trzema opowiadaniami, które wyróżniłam powyżej, wszystkie są napisane na mniej więcej równym poziomie, plasującym się gdzieś pomiędzy tymi najlepszymi a najgorszym, zdecydowanie bliżej tej górnej granicy. Co do tematów to są tak zróżnicowane jak to sobie tylko można wymarzyć. Jednym słowem: każdy znajdzie coś dla siebie. Są horrory najbliższe tym klasycznym, budzące grozę poprzez nienaturalnych bohaterów, jak i takie bardziej wpływające na psychikę czytelnika za pomocą manipulacji emocjami. Każde z nich stanowi w jakimś sensie jakieś novum, chociaż czasem wykorzystują także te od dawna znane już motywy. Nie mniej jednak antologia „Wielka księga horroru tom 1” jako całość stoi na bardzo wysokim poziomie i jest fajną odskocznią od obszernych tomiszczy z rozbudowaną fabułą. To takie pudełko czekoladek dla miłośników horroru.

Dodaj komentarz