Wołanie z oddali – kryminał nie tylko o morderstwie

wolaniezoddali

Zazwyczaj wydaje mi się, że zaczynanie serii od książki innej niż pierwsza nie ma większego sensu, bowiem nie jestem wtedy zaznajomiona nie tylko z tym, co działo się wcześniej, lecz także z bohaterem. Tym razem jednak, zanim dotarło do mnie, że to kolejna książka, było już za późno na zmianę taktyki, więc postanowiłam brnąć w to dalej. Jak się okazało, w gruncie rzeczy aż tak źle nie było, ponieważ autor nie zawarł zbyt wielu szczegółów dotyczących poprzedniej książki, żeby nie można było się odnaleźć w tej, którą czytałam. W sumie podobnie było z bohaterem, który dał się poznać w dostatecznym stopniu, aby można go było zrozumieć i choć trochę polubić. Dzięki za to autorowi, że nie powiązał zbyt mocno obu części tej serii, bowiem „Wołanie z oddali” to książka, której nie chciałabym odłożyć nie doczytawszy do końca.

Jak dla mnie fabuła była niezwykle interesująca i wciągająca. Nie tylko i nie przede wszystkim na wątek kryminalny, lecz ze względu na warstwę odczuć moralnych, o jak gdyby bardziej społeczną warstwę książki. Tutaj bowiem nie najważniejsza była zbrodnia, lecz wszystko to kręciło się raczej wokół oceny postępowania ludzkiego, zarówno przez innych członków społeczeństwa, jak i tych, którzy popełnili jakiś występek. Znalezione zwłoki młodej kobiety były nie lada zagadką dla śledczych, którzy w żaden sposób nie potrafili ustalić, kim ona była. Pomógł im w tym wypadku niezwykły przypadek sąsiadki, którą zaniepokoiła przedłużającą się nieobecność młodej matki z dzieckiem. Ogólnie całe śledztwo zaczyna przypominać zapętlającą się w czasie opowieść o tej samej historii, w której zmieniają się jedynie aktorzy. A jej rozwiązanie może być w wielu aspektach bardzo zaskakujące.

Zarówno sama konstrukcja powieści, jak i jej treść zasługują na docenienie przez czytelnika. „Wołanie z oddali” to kryminał nie tylko skupiający się na wątku morderstwa, lecz przede wszystkim próbujący pokazać coś więcej, coś co dzieje się w prawdziwym życiu i co może tak na prawdę spotkać i nas. Może nie w bezpośredni sposób, lecz zmuszając do działania na rzecz kogoś innego, być może całkiem nam obcych osób. Pozostaje jednak otwartym pytanie, czy my się na tę pomoc będziemy w stanie zdobyć.

Dodaj komentarz