Wściekła skóra – nauczyć się żyć można w każdym wieku

Spokojna, poukładana, senna Holandia. Malutkie miasteczka, gdzie wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Najgorszym, co może spotkać ich mieszkańców są, jak się wydaje, przyjezdni gastarbajterzy z Polski – ludzie z podwójnym obywatelstwem zatrudniani w okolicznym przedsiębiorstwie. Jednak to tylko tło przerażających wydarzeń, które rozgrywają się tuż pod powierzchnią tego niczym niezmąconego, idealnego społeczeństwa. Wszakże i to jest w tej powieści jedynie przykrywką dla czegoś głębszego, czego nie dostrzegamy od razu, lecz jeśli już zauważymy nie da to nam spokoju. Bowiem właśnie wokół tego wątku zbudowana jest cała historia. Wszyscy bohaterowie są z tym w jakiś sposób związani, każdy z nich ma swoją odrębną historię, która ma jednak jeden najważniejszy w tym wszystkim wspólny mianownik – relację z matką.

Wszystko opiera się właśnie na tym. Temat niby błahy, lecz jednak w tej książce przekształca się w coś niezwykle głębokiego. Staje się najważniejszą namiętnością, która niczym fatum w greckiej tragedii determinuje całe życie postaci przewijających się przez całą tę powieść. Dlatego właśnie bardzo nie podoba mi się krótki opis zamieszczony na tylnej okładce książki. Nigdy nie spodziewam się po tych opisach niczego wielkiego, lecz tym razem autor tych słów tak bardzo rozminął się z przekazem i treścią tej książki, że to jest po prostu rażące. Wynika z niego bowiem, że jedyną i najważniejszą treścią książki Agnieszki Miklis jest zbrodnia popełniona w ośrodku Noord Riesen. Nic bardziej mylnego.

Chyba też po trosze przez ten opis i graniczące z uwielbieniem komentarze ludzi związanych ze światem literackim na początku nie byłam przekonana do tej książki, lecz wystarczyło po prostu przemęczyć się przez ten ciężki początek, żeby odkryć prawdziwą perełkę. Książka „Wściekła skóra” jest miejscami makabryczna, obsceniczna, obrazoburcza, nieraz też czuje się obrzydzenie, kiedy przed oczami stają obrazy stworzone na kartach tej powieści. A mimo to przebija z niej jakiś niezrozumiały w pierwszym momencie przekaz, że życie jest piękne, a my tylko musimy nauczyć się brać z niego co najlepsze. Według mnie to jedna z najlepszych polskich książek ostatnich lat. Biorąc pod uwagę, że „Wściekła skóra” jest literackim debiutem, w dodatku tak udanym, ujemne strony pisarskiego warsztatu autorki pominę w tej recenzji milczeniem, co oczywiście nie oznacza, że ich nie ma. Jednak wobec przekazu stają się wręcz nieistotne.

Dodaj komentarz