Wyspa Mgieł – książka drogi

O czym jest ta książka?

Lirr to dziecko morza. Dosłownie. Jako kilkuletnia dziewczynka zostaje wyłowiona przez piratów.
Załoga statku staje się dla niej rodziną, a przywódca – przybranym ojcem. Nic więc dziwnego więc, że wcale się jej nie podoba przymusowe zamknięcie w zamku Ysborg. Nudę osładza jej jedynie możliwość przebywania z tamtejszym księciem, Caelem, w którym dziewczyna jest zakochana już od jakiegoś czasu. Kiedy więc książę prosi ją o przywiezienie leku, który jako jedyny może pomóc jego matce dziewczyna nie potrafi mu odmówić. Nikt jednak nie przewidział jakie konsekwencje pociągnie za sobą ta wyprawa.

Powstanie w literaturze gatunku (?) young adult zaowocowało całkiem sporą liczbą książek podążających w dość ciekawym kierunku. Wyjście poza klasyczne ramy gatunkowe pozwoliło autorom na stworzenie zupełnie nowej kategorii w dość sztywnym dotąd podziale na gatunki literackie. To wypełniło lukę pomiędzy literaturą ściśle z danego gatunku i literaturą młodzieżową, często zbyt błahą dla nieco starszych czytelników. Dobrym tego przykładem jest właśnie „Wyspa Mgieł”, którą chcę dzisiaj omówić. Nie jest to z pewnością klasyczna fantastyka, romansem także tego nie nazwiemy. Jak na książkę młodzieżową jest nieco zbyt dojrzała. I tu właśnie wkracza piękne określenie young adult fantasy, które dokładnie oddaje wszystko to, co w tej powieści znaleźć możemy. A więc jednocześnie wątki fantastyczne, jak i romansowe, a wszytko to zgrabnie opakowane w język literacki dostosowany do czytelnika mającego nieco więcej niż te -naście lat. Jednocześnie oznacza to, że książka nie koniecznie należy do tej już zupełnie „dorosłej” literatury, w której na pewne zabiegi i sytuacje nie ma już miejsca. To taki etap pośredni pomiędzy baśniową krainą a twardą rzeczywistością. „Wsypa Mgieł” pasuje do tego opisu idealnie.

Aby dobrze opowiedzieć o tej powieści, należy przede wszystkim przedstawić jej bohaterów. To oni tutaj wysuwają się przed szereg i zdecydowanie są najważniejszym elementem całego przedstawionego świata. Tak więc mamy wspomnianą wcześniej Lirr, dziewczynę, którą morze przyniosło w darze pirackiemu okrętowi. Nie pamięta niczego sprzed chwili, w której otworzyła oczy i ujrzała swoją nową rodzinę. Tak na dobrą sprawę cała jej osobowość została ukształtowana przez piratów, a więc wyłącznie mężczyzn. Stąd też w pewnych sprawach wykazuje się nie przystającym kobiecie sprytem i umiejętnością przewidywania. Z drugiej jednak strony nie da się ukryć, że jest dość naiwnym dziewczątkiem, które nie bardzo potrafi się odnaleźć w świecie pałacowych intryg, w którym nagle przyszło jej żyć. Co oczywiście prowadzi do tego, że najmniej odpowiednio zakochuje się w księciu Caelu…

I właściwie to jest osią tej książki, takim drobnym zdarzeniem, wokół którego snuje się cała reszta opowieści. Przejdźmy jednak do Caela, a skoro o nim mowa, trzeba również wspomnieć jego matkę, królową Maeve. Ukochany synek mamusi, nie ma takiej rzeczy, której by dla niej nie zrobił. Czytając książkę, często zastanawiałam się na ile potrafi on myśleć samodzielnie, a na ile wszystko co robi, robi z rozkazu matki. Maeve natomiast jest bardzo ciekawą postacią. Cóż, na pewno nie zasiadłaby na tronie, gdyby była delikatnym kwiatuszkiem. Niemniej jednak jakoś nie potrafię wzbudzić w sobie cieplejszych uczuć do niej. W kontekście Maeve wspomnieć należy również o Viorelu – rzekomym znachorze, który przybył z daleka aby spróbować uzdrowić jej wysokość. Wszystko to wygląda co najmniej podejrzanie i z pewnością nie jest takie, na jakie usiłuje wyglądać. No i oczywiści jest jeszcze Raiden. Człowiek-zagadka. W jego przypadku nie można być pewnym absolutnie niczego. Co sprawia jedynie, że jest tym bardziej pociągający.

Muszę przyznać, że wciągnęła mnie ta opowieść. Spora dawka tajemnic, bohaterowie, którzy wywołują emocje – zdecydowanie jest to coś, co lubię w literaturze, niezależnie od gatunku. Ponadto książka zakończyła się w taki sposób, że autorka daje tym wyraźnie do zrozumienia, że bynajmniej nie jest to koniec przygód Lirr. A może nawet dopiero początek? Trochę też mnie rozbawiła ta klasycznie zła decyzja podjęta przez główną bohaterkę. Trochę jak w tych wszystkich filmach romantycznych, w których ona odrzuca mężczyznę w którym się zakochała, żeby wrócić do swojego stałego partnera/narzeczonego. Tylko po to, żeby się przekonać, że to nie ma sensu i to ten drugi jest miłością jej życia jednak. Jestem ciekawa co się dalej z tego rozwinie i jak na to wszystko zareagują Cael i jego ukochana mamusia. I czy Raiden zrobi coś z tą całą sytuacją.

Dodaj komentarz