Wyznania chińskiej kurtyzany – w świecie wiatru i wierzb

Na początku wydawało mi się, że będzie to książka podobna do „Wyznań gejszy”, na szczęście moje obawy się nie potwierdziły. To zupełnie inne spojrzenie na świat prostytutek, chociaż bohaterka tej książki nie lubiła tego słowa i nie zaliczała się do ich grona. Najprościej jednak będzie to ująć właśnie tak. Historia w sumie zaczyna się dość zwyczajnie: młoda dziewczyna zostaje sprzedana do domu uciech, ponieważ rodzice nie mają dość pieniędzy, aby utrzymać całą rodzinę. Wojna z Japonią dotarła aż do najbardziej zapadłych miejsc i prowincji, niszcząc i grabiąc ludzki dobytek. Jako dziewczyna młoda i dość ładna, Miao ma szansę na odbycie edukacji i świadczenie usług w bardziej luksusowych miejscach, niż obskurna nora, gdzie przychodzą jedynie klienci najgorszego sortu. Jej dziewictwo także jest nie bez znaczenia, bowiem jest ono jeszcze w cenie, szczególnie u tak młodych dziewcząt. Cóż, co kraj to obyczaj.

Tak zaczyna się jej wieloletnia przygoda w zawodzie, który w końcu stał się całym jej życiem. Miao wcale nie szuka ucieczki ze świata wiatru i wierzb, wręcz przeciwnie. Jest jej tam dobrze i wygodnie, choć jak każdy przeżywa lepsze i gorsze chwile. Podczas swej długiej podróży przez życie spotka kilku wartościowych ludzi, którzy sprawią, że pod ich opieką będzie jej lepiej niż kiedykolwiek. Można pomyśleć, że powinno być inaczej, że dziewczyna powinna próbować wyrwać się z tego świata, żyć normalnie, zamiast oddawać swe ciało na życzenie klientów. Jednak jej takie życie wydaje się całkowicie odpowiadać. Ba! Ona się ni rozkoszuje. Być może wielu ją potępi za takie postępowanie, jednak moim zdaniem ona chciała jedynie znaleźć swoje miejsce w świecie i to, które miała dawało jej szczęście.

Zazwyczaj nie mam zbyt pochlebnego zdania o książkach, których głównymi bohaterkami są kobiety sprzedające swoje ciała. Dla Miao jednak robię wyjątek. Myślę, że to niesamowita bohaterka, która natchnęła życiem całą powieść. Ona nie jest zrezygnowana z powodu tego, jak żyje. Przyjęła to, co dał jej los i czerpała z tego radość. Jeżeli ona sama nie czuła się wykorzystywana ani poniżana, to dlaczego mamy sądzić o tym za nią?

Dodaj komentarz