Za ścianą – podglądając życie

O czym jest ta książka?

„Za ścianą” to prosta historia o prostych ludziach. Jest przypadek, który styka ze sobą dwoje ludzi. Są okoliczności, dzięki którym te osoby mogą się do siebie zbliżyć. Jest i miłość, zakazana, potępiana, niechciana. Jest i strach przed odrzuceniem, kłótnie i rozstania. Jednak nie jest to zwykła książka o miłości, w której on i ona walczą przeciwko sobie i światu o to, by móc być razem. To nie klasyczny romans, w którym wiemy od początku, jak się wszystko potoczy i że zakończenie będzie szczęśliwe. Ta książka to literackie zmaganie się z trudnymi tematami. To powieść o ludziach i ich słabościach, o ludzkiej naturze, która nieraz sprawia, że czyjeś życie wali się w gruzy. Ale jednocześnie to ona, sprawia, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. I o tym właśnie jest „Za ścianą”. O byciu po prostu człowiekiem.

Są takie książki, które nas zaskakują, nawet jeśli wiemy z góry, co się w nich wydarzy. Myślę, że nie chodzi tutaj o sam fakt zdumiewania czytelnika wydarzeniami. Raczej o pewien rys charakteryzujący danego autora. Taka mała, osobista tajemnica przelana na papier i puszczona w świat. Prywatny żart, zrozumiały tylko dla wybranych. Niewątpliwie taką właśnie książką jest „Za ścianą”. Ta powieść to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. I nie żałuję ani chwili z czasu spędzonego na lekturze jej dzieł. Na dzień dzisiejszy przeczytałam trzy (recenzje ukażą się niedługo) i jestem wprost zachwycona tym, jak świetnie potrafi prowadzić narrację. Jest coś niesamowitego w tych jej opisach codziennego życia, które nagle przestaje być tym, czym się wydaje. Sarah Waters po prostu bierze sobie na warsztat zwykłe czynności, życie normalnych ludzi i nagle wywraca je do góry nogami. Nie boi się także poruszać tematów powszechnie uznawanych za coś, o czym nie mówi się publicznie. Wątki homoerotyczne to dla niej norma. I właśnie chyba dlatego jej książki są tak autentyczne. Nie stara się niczego upiększać ani naginać rzeczywistości do swoich potrzeb. Ona po prostu opisuje życie takim jakie jest. A że robi to na swój niezwykły sposób – to dodaje im tylko i wyłącznie blasku.

„Za ścianą” to książka zupełnie różna od tego, co do tej pory miałam okazję czytać. Nawet nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić, jak to się stało, niewątpliwie jednak jestem pod ogromnym wrażeniem twórczości pani Waters i z przyjemnością poznam innej jej powieści. Trafiłam na nią w chwili czytelniczego kryzysu, kiedy wydawało mi się, że już żadna książka nigdy w życiu nie przyciągnie mojej uwagi. Mówię „trafiłam”, jednak książka ta została mi polecona i nawet jeśli ta osoba nigdy tego nie przeczyta, to chciałabym jej bardzo podziękować, że podsunęła mi sięgnięcie po właśnie tę a nie inną pozycję. Jest po prostu świetna, inaczej nie da się jej określić. Zdecydowanie niezbyt często zdarza się książka opisująca zwykłe życie, na prawdę zwykłe, która nie jest przy tym ani odrobinę nudna. Sama zawiłość relacji pomiędzy poszczególnymi bohaterami w tej powieści sprawia, że w napięciu przewracamy kolejne strony, by po raz kolejny dać się zaskoczyć tym, co się za chwilę stanie. Od początku wiadomym jest, że ta relacja nie może skończyć się dobrze, że brak tutaj podstaw, by sądzić, że tym razem będzie inaczej. A jednak kibicujemy bohaterkom tego nieszczęśliwego romansu, żeby wyszły z tego cało, przynajmniej tyle.

Tym, co najbardziej mi się spodobało w całej powieści, było sposób przedstawienia wątku homoerotycznego. Sarah Waters jest moją osobistą mistrzynią wyczucia i delikatności. Wszelkie drażliwe tematy są w tej książce nakreślone, że tak poetycko to ujmę, „skrzydłami motyla”. Dosłownie. Jeszcze się w swojej karierze nie spotkałam z takimi umiejętnościami u pisarza, żeby w kilku lekko rzuconych uwaga zasugerować coś, co jest na tyle wstydliwe, że bohater nie chce się z tym jakoś szczególnie obnosić. Tak jakby autorka pisząc o tym dbała o dobre samopoczucie swojej postaci. Coś niezwykłego! Czytanie tego jest czystą przyjemnością. Ostatecznie kto powiedział, że romanse muszą być tylko o miłości między kobietą i mężczyzną. Czas wprowadzić do swojego życia czytelniczego nieco świeżości. Tylko niech ktoś przypadkiem nie pomyśli, że ta książka ma stać się manifestem wszelkiego rodzaju uciśnionych mniejszości seksualnych. Nic bardziej mylnego. A jeśli ktoś chciałby to kiedyś zrobić to byłaby dosłownie profanacja świetnej literatury.

Ta książka nie ma nikogo gorszyć ani szokować. Ona po prostu ukazuje złożoność ludzkiego życia. Komplikacje wynikające tylko i wyłącznie z naszej natury. Z bycia po prostu człowiekiem, nie kobietą, nie mężczyzną. Po prostu człowiekiem. Takim samy jak każdy inny. A jednak zupełnie różnym. To zdecydowanie złożony problem, jednak autorka w swojej powieści poradziła sobie z nim idealnie. I chwała jej za to, bo dzięki temu my dostaliśmy do rąk swoich własnych świetną powieść, która ma w sobie coś więcej niż prostą historię. I to zdecydowanie jest tutaj najważniejsze.

Dodaj komentarz