Zakochany Dracula – historia (bardziej) prawdziwa?

Muszę przyznać, że pomysł na książkę autorka miała świetny. I w tym wypadku wykonanie zdecydowanie mu dorównuje poziomem. Branie na warsztat tego typu książki zawsze wiąże się z ryzykiem, że coś pójdzie nie tak. Dlatego też podziwiam pisarkę, w tym sensie, że zabrała się za powieść Brama Stokera, którą przecież wszyscy znają i potrafiła z niej zrobić swoją własną opowieść, jednocześnie zawierając w niej lekkie przytyki do pierwowzoru. Efekt jest niesamowity. Otrzymujemy do rąk książkę, obok której nie sposób jest przejść obojętnie, tak wiele bowiem emocji w sobie zawiera, jednocześnie oddziałując na czytelnika.

Chociaż mamy tutaj typowo kobiece spojrzenie na całą tę historię, wystarczy wspomnieć, że opowiedziana jest z punktu widzenia głównej bohaterki, to jednak nie jest ani odrobinę przesłodzona czy nadmiernie udramatyzowana. Podobał mi się także motyw miłości, która trwa przez wieki i pokolenia, odradzając się wciąż na nowo. Być może to właśnie jest to, czego pragniemy? Autorka opisuje to w taki sposób, że nie mamy innej możliwości: jedyne co możemy zrobić to zatopić się w tej książce do samego końca i czytać ją jednym tchem. Aż szkoda, że musiała się skończyć.

Innym, bardzo ciekawym aspektem jest szpital psychiatryczny, w którym w pewnym momencie ląduje także i nasza główna bohaterka. Karen Essex spogląda tutaj w mniej zawoalowany sposób niż miało to miejsce w pierwowzorze i poniekąd ujawnia mniej chwalebne postawy i czyny niektórych postaci. Można śmiało założyć, że, nawet jeśli w pewnej części jest to fantazja literacka, to niektóre praktyki były z pewnością stosowane. Pytanie tylko czy łagodniejsza była rzeczywistość czy realia stworzone w książce?

Dodaj komentarz