Zatopić „Niezatapialną” – bardzo damski steampunk

O czym jest ta książka?

Panna Jollienesse Rożnowski jest chyba najsłynniejszą osobistością spośród pirackiego bractwa. Nie dość, że sama jest kobietą i kapitanem parowca, to jeszcze jej załoga składa się z samych przedstawicielek płci pięknej i jedynego mężczyzny urzędującego w kuchni. Choć dla władz stanowi wielkie zagrożenie i problem, który należy natychmiast rozwiązać, to opinia prostego ludu jest zgoła odmienna. To właśnie ci prości ludzie najlepiej znają dobre serce niezwykłej pani kapitan i jej załogi. Czy więc próba uczynienia z niej symbolu władzy odniesie pożądany skutek?

Do tej pory przyjmowałam książki ukazujące się pod znakiem wydawnictwa Genius Creations, jako powieści, które z pewnością mi się spodobają. Jednak przy „Zatopić ‚Niezatapialną'” miałam pewne wątpliwości co do tego, czy książka na pewno mi się spodoba. Niemniej jednak postanowiłam dać jej szansę, podchodząc od początku bez nastawiania się na jakieś większe fajerwerki. I całe szczęście, że tak zrobiłam. Przynajmniej nie spotkało mnie wielkie rozczarowanie tą powieścią. Wydaje mi się, a jestem teraz już jakiś czas po lekturze, że jest ona po prostu niedopracowana. W wielu szczegółach, które w sumie składają się na dość nieszczególną całość. Fabuła, która rozwija się jakby chciała, ale ciągle coś stało na przeszkodzie temu, żeby wreszcie pokazała swój głęboko schowany pazur. Bohaterowie, których zachowanie można określić, całkiem trafnie zresztą, jednym słowem: infantylne. Wszyscy oni są na wskroś feministyczno-kobiecy, nawet do pewnego stopnia postaci męskie, które zbyt licznie tam nie występują. A jeśli już są, to zazwyczaj odgrywają role niezbyt przyjemnych typów. I wisienka na torcie: narracja, której po prostu nie mogłam ścierpieć. Może to jakiś nowy nurt w literaturze? Zamiast normalnie opisywać następujące po sobie wydarzenia, teraz wszyscy będą pisać książki tylko i wyłącznie za pomocą retrospekcji. Brrr. Koszmarna wizja.

Smutne jest to, że pomysł z nadchemią i rzecznym piractwem był nawet fajny. Tylko to wykonanie… Kompletnie do mnie nie przemawia. Jak już mówiłam wyżej, wszystko jest na swój sposób zrobione trochę źle, co w efekcie dało powieść mocno przeciętną. Przyglądając się bliżej bohaterom możemy ich podzielić na dwie grupy: tych, którzy wspierają naszą dzielną panią kapitan i tych, którzy jej nienawidzą. Wynika z tego, że generalnie cały rząd, a wraz z nim wszyscy urzędnicy i pracownicy instytucji państwowych. Tak się jakoś nieszczęśliwe składa, że akurat są to sami mężczyźni. I jakże piękna pani kapitan ma im stawić czoła? Tym bardziej, że nie potrafi zapanować nawet nad własną załogą. Zachowanie tych wszystkich kobiet jest tak stereotypowe, że tę książkę równie dobrze mógł napisać mężczyzna przeżywający akurat rozstanie z ukochaną kobietą, będący w fazie oczerniania płci przeciwnej na wszelkie możliwe sposoby. Z drugiej strony postaci męskie w większości są przedstawione jako czarne charaktery, czyhające tylko na najdrobniejsze potknięcie głównej bohaterki. Czasem sama nie wiem co jest gorsze: mężczyzna, który jawnie obrzuca błotem kobiety, czy kobieta sięgająca po najbardziej zawoalowane aluzje i przenosząca swoje poglądy do literatury.

Ogólnie rzecz biorąc lubię steampunk. Jednak ta powieść ani trochę nie przypadła mi do gustu. Na prawdę rzadko zdarza mi się oceniać książki tak nisko jak tę, jednak jest to ocena jak najbardziej usprawiedliwiona moim zdaniem. Już za sam sposób prowadzenia narracji. Ja sobie tego po prostu nie wyobrażam, jak można zrobić coś takiego czytelnikowi. Tam nie ma normalnego biegu fabuły, jak w każdej innej książce. Nie. Dzieje się jedna rzecz, którą oglądamy z perspektywy „czasu rzeczywistego”. Wraz z końcem danego wydarzenia kończy się zazwyczaj również i rozdział. I czy w następnym przechodzimy do ciągu dalszego? Ależ gdzie tam! Nagle okazuje się, że jesteśmy już kilka, jeśli nie kilkanaście, godzin do przodu. I żeby dowiedzieć się czegoś na temat poprzednich wydarzeń potrzebna jest retrospekcja. Gdyby się to zdarzyło raz, mogłabym to jeszcze wybaczyć. Ale to się dzieje notorycznie. Jak dla mnie jest to tragiczny sposób prowadzenia narracji, którego powinno się zakazać. Na prawdę bardzo się cieszę, że nie nastawiałam się do tej książki w mocno pozytywny sposób, bo czekałoby mnie bardzo bolesne rozczarowanie.

4 komentarzy

  1. Mi się całkiem podobała, choć nie było fajerwerków. Za to twoja recenzja dała mi trochę do obmyślenia przy pisaniu swojej. Zaraz się za nią zabieram, ale jeszcze nie do końca jestem pewna, co napisać.

    1. Justyna says: Odpowiedz

      Myślę, że największym minusem jest tutaj jednak ta narracja. Reszta pewnie umknęłabym w tłoku, gdyby nie to.

  2. Li says: Odpowiedz

    A nie chodziło o retrospekcję?^^ Dygresja to odejście od podstawowego tematu, sięgnięcie po coś nie związanego z omawianą sytuacją. Retrospekcja to przywołanie wcześniejszych wydarzeń.
    Rozważałam sięgnięcie, ale po zapoznaniu się z darmowym fragmentem zrezygnowałam. Zresztą, piratka o złotym sercu i złotych włosach chyba do mnie nie przemawia.

    1. Justyna says: Odpowiedz

      Tak, oczywiście chodziło o retrospekcję. Dziękuję za czujność, zaraz poprawię! 🙂

Dodaj komentarz