Zima koloru turkusu – i żyli długo i (nie)szczęśliwie

Odkąd przeczytałam „Lato koloru wiśni” nie mogłam doczekać się dalszego ciągu przygód tej niezwykłej pary bohaterów. I oto w końcu stało się! W moje ręce trafiła „Zima koloru turkusu”. Książkę przeczytałam można powiedzieć, że w jeden dzień. Najchętniej nie kładłabym się w ogóle spać, byleby tylko jak najszybciej przeczytać, co było dalej. Autorka w drugiej części nie szczędzi nam emocji i zaskakujących zwrotów akcji. Nie zabraknie także doskonale znanych z pierwszej części słownych potyczek i ogromnej dawki humoru. Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły, ponieważ uważam, że każdy powinien się nią delektować w trakcie lektury. Ta książka jest po prostu zbyt dobra, by ot, tak sobie ją po prostu streścić. Straciłaby zbyt dużo ze swojego uroku.

Myślę, że dużym plusem obu części są bohaterowie. Chociaż Emely bywa irytująca, w sensie czytelniczym, i nieco nie pozbierana, to mimo wszystko jej losy śledzi się z zapartym tchem. Te niedoskonałości czynią ją bardziej ludzką i bliższą czytelnikowi, niż jakkolwiek doskonale wykreowana postać. Aż się ma wrażenie, że to prawdziwe losy prawdziwej dziewczyny, która mieszka sobie gdzieś w Berlinie i przeżywa największą miłość życia, pełną niespodzianek, bólu, ale i radości. Myślę, że czytelniczki potrzebują właśnie takich historii. Prawdziwych, ciepłych, ukazujących to, co właściwie każdy z nas ma okazję przeżyć chociaż raz w życiu. Wzloty i upadki tej pary można by oprawić w ramkę i wystawiać na całym świecie, aby pokazać na czym tak właściwie polega miłość. Chyba każdy znalazłby w tym część siebie.

Do kreowania tej realistyczności autorka zaprzęgła także i język. Podobnie jak i w pierwszej części otrzymujemy cięty język głównej bohaterki i uwodzicielski głos jej ukochanego. Czasem ma się wrażenie, jakby można było wejść w środek książki i przysłuchiwać się rozmowom bohaterów siedząc na wygodnej kanapie i obserwując wszystko, samemu nie będąc zauważonym. Uważam, że Carina Bartsch zrobiła coś niewiarygodnego w kwestii współczesnych romansów pisząc te dwie książki. Widać, że skierowane są wprost do nowego pokolenia młodych kobiet, które podobnie jak główna bohaterka żyją w wielkich miastach, prowadzą urozmaicone życie towarzyskie, a jednak pod tym wszystkim kryje się chęć przeżycia prawdziwej miłości. Spotkania tej jednej jedynej osoby, która sprawi, że przeżyjemy lato w środku zimy.

Dodaj komentarz