Złe – potworna codzienność

O czym jest ta książka?

Dwadzieścia cztery godziny. Ośmioro bohaterów. Jedna małomiasteczkowa rodzinna tragedia. Tylko tyle i aż tyle. Można powiedzieć, że rodzina Jasińskich to ludzie jakich wiele. Matka, ojciec, dzieci. Pieniędzy zawsze brakuje. On czasem pracuje, częściej nie. Tym, co zawsze jest pewne jest to, że pije. I bije. Żonę, dzieci – zawsze znajdzie się jakiś powód, dla którego trzeba ich ukarać. Jak to mówią, chłop dobry, a że czasem uderzy… Zdarza się, jak wszędzie, przecież to zwykła polska codzienność, czym tu się przejmować. Jednak ten jeden dzień, choć zaczyna się jak zwykle, wcale tak samo się nie skończy.

„Złe” to bardzo specyficzna książka. Na dokładnie 306 stronach autor opisuje jeden dzień z życia pewnej rodziny mieszkającej w niewielkim miasteczku na Pomorzu. Takich rodzin jak ta opisana w powieści jest w Polsce wiele. Nie zauważamy ich, a raczej nie chcemy zauważyć, myślimy sobie, że przecież jesteśmy lepsi niż jakaś tam patologia. Nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. I tak jest aż do momentu, kiedy wreszcie coś się stanie. Jakaś wielka tragedia, która wstrząśnie krajem na czas jednych wieczornych wiadomości. Bo później i tak nikt o nich nie pamięta. Odmalowany w książce „Złe” obraz rzeczywistości wygląda dokładnie w taki sam sposób. Nikt nie ma pojęcia jaką tragedię dzień w dzień przeżywa Iwona i jej dzieci, zmagający się z mężem i ojcem alkoholikiem, który w stanie upojenia jest niemal cały czas. Który nie tylko bije, ale wręcz katuje swoją rodzinę. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. I ten jeden dzień, te dwadzieścia cztery godziny pokazują nam małą Apokalipsę. Dzień, w którym wszystko ostatecznie się kończy. Dzień tak zły, że chciałoby się wymazać go z kalendarza

Wspominałam na początku o ośmiorgu bohaterów. Oczywiście, osób w tym dramacie przewija się więcej, jednak ta ósemka to ludzie, którzy są bezpośrednimi jego uczestnikami. Są tymi, którzy nam tę historię opowiadają. Zaczyna się od relacji Kryspina o tym, jak zaczyna się ten dzień w ich domu. A zaczyna się oczywiście od awantury, pijanego męża i pobitej żony. Od strachu i ukradkowego wyjścia do szkoły, byle tylko ojciec nie zauważył. Byleby tylko dojść do drzwi i po prostu zniknąć. Każde z nich opowiada swoją własną historię, swój kawałek dnia, swoje zło. Dzięki temu ten obraz nędzy i rozpaczy jest pełniejszy, uwydatniony jest każdy szczegół, znane są nam wszystkie motywy i pragnienia kierujące poszczególnymi bohaterami. To aż przerażające, jak wiele zła może się kryć w jednym człowieku. Autor udowadnia nam, że wcale nie ma potrzeby uciekania się do tworzenia fantastycznych postaci, które powstały tylko po to, aby czynić zło. Żeby kogoś skrzywdzić wystarczy tylko drugi człowiek, a najgorsze bestie możemy odkryć sami w sobie.

„Złe” to zdecydowanie nie jest książka dla ludzi o słabych nerwach. Autor nie bawi się tutaj w żadne pośrednie zabiegi, nie stara się wybielić swoich bohaterów ani w jakikolwiek sposób złagodzić tego, co ma do przekazania czytelnikowi. Jednakże bez tej surowości ta powieść nie byłaby tym, czym jest w tej właśnie formie. Nie oddziaływałaby tak bardzo na czytelnika. Nie zmuszałaby do refleksji i nie zapadłaby aż tak głęboko w pamięć, że jeszcze przez długi, długi czas nie jest się w stanie pozbyć jej ze swojej głowy. Przy tym jest tak bardzo realna, że mogłaby być reportażem, wziętą wprost z życia tragiczną historią, może nieco ubarwioną literacko. Lektura tej powieści przywodzi na myśl historie opisane na blogu przez pewnego kuratora, który zajmował się sprawami taki właśnie ludzi jak rodzina Jasińskich. To pokazuje, jak blisko prawdziwego życia może się znaleźć fikcja literacka w takich właśnie książkach. To też sprawia, że powieść „Złe” pozostaje w pamięci o wiele dłużej niż jakakolwiek, najlepiej nawet opisana, fantastyka.

1 komentarz

  1. Zgadzam się całkowicie. Ta książka aż poraża i przeraża realnością.

Dodaj komentarz